wiadomości - Ludzie

Znana dziennikarka, Hitler i Grand Hotel. Janusz L. Wiśniewski pisze nową książkę

Akcja najnowszej książki będzie toczyć się w Grand Hotelu. Wątki poruszające współczesne problemy psychologiczne będą przeplatać się z bogatą historią tego miejsca.
Akcja najnowszej książki będzie toczyć się w Grand Hotelu. Wątki poruszające współczesne problemy psychologiczne będą przeplatać się z bogatą historią tego miejsca. fot. Agnieszka Potocka/Trojmiasto.pl

Naukowiec, który miłość opisuje równaniami chemicznymi. Jego powieści są tłumaczone na 17 języków. Akcja najnowszej książki toczyć się będzie w Sopocie, z którym autor jest związany emocjonalnie. O tym, co wydarzy się w Grandzie i jak inni naukowcy reagują na jego karierę pisarską rozmawiamy w hotelowej bibliotece.


 
Posiada pan nietypową mieszankę zdolności do nauk ścisłych, jednocześnie ma pan umysł twórczy. Odczuć to można w opowiadaniach "Intymnej Teorii Względności", które mają formę równań chemicznych. Czy w innych książkach też korzysta pan z wiedzy zdobytej na uczelniach?
 
Janusz Leon Wiśniewski: Jestem magistrem fizyki i ekonomii, doktorem informatyki, posiadam habilitację z chemii, jednocześnie nie mam żadnych kwalifikacji do pisania książek. Zacząłem pisać bardzo późno, gdy miałem 44 lata. Przyszedł w moim życiu okres smutku, wynikający z osobistych przeżyć, pomyślałem wówczas, że chciałbym zajrzeć w siebie głębiej, a pisanie mi to umożliwiło. Na przykładzie różnych bohaterów mojej pierwszej książki "Samotność w sieci" opisuję samego siebie. Była to próba psychoterapeutyczna. Można chodzić na psychoterapię, ale pisanie książki wychodzi o wiele taniej.
 
Równolegle z wyrażaniem emocji korzystałem z wiedzy naukowej, i to w wielu swoich książkach - jak choćby w "Czy mężczyźni są światu potrzebni" i w "Losie powtórzonym". Jest to jednak droga w jedną stronę. Poloniście byłoby trudniej napisać książkę naukową niż naukowcowi powieść o uczuciach. Tym samym wiedzy literackiej nie jestem w stanie wykorzystać w laboratorium czy na seminarium. W pracy naukowej nie ma miejsca na emocje, naukowiec winien relacjonować prawdę i świat bez uczuć, całkowicie obiektywnie.
 
Nauka mi też w pewnym stopniu przeszkadza, bo jestem bardzo skrupulatny. Robię zdjęcia całego Granda, w którym będzie odbywać się akcja nowej książki, zapamiętuję wszystkie detale, poznaję otoczenie, zbieram informacje, zagłębiam się w historię hotelu. Jednocześnie, gdybym nie posiadał zdolności do zbierania i analizowania danych, moje literackie życie nigdy by nie zaistniało.
 
Nie bał się pan reakcji środowiska naukowego, które jest zdominowane przez mężczyzn? Czy doktorowi nauk ścisłych przystoi pisać o uczuciach?
 
Niespecjalnie się bałem, bowiem gdy wydawałem "Samotność w sieci", mieszkałem już w Niemczech. Zrobiłem bardzo dużo, aby moje książki nie zostały przetłumaczone na język niemiecki - są wydawane w 17 różnych językach, a w niemieckim nie. Dzięki temu mam tu swój odrębny świat. Koledzy naukowcy oczywiście wiedzą o mojej popularności w Polsce, Rosji, na Ukrainie, wiedzą również, że napisałem bestseller - dowiedzieli się nie ode mnie osobiście, ale z Internetu, ale nigdy nie mieli okazji przeczytać go w swoim ojczystym języku.

Natomiast moi polscy koledzy ze świata nauki różnorako do tego podchodzili. Pamiętam, jak jeden z recenzentów pracy mojego doktoranta, Zdzisław Hippe, po obronie podszedł do mnie i powiedział "Janusz, myślałem, że jesteś poważnym człowiekiem, a ty powieści piszesz". W późniejszym czasie mi tego gratulował.

Jak łączy pan zimną pracę naukową z pełnym emocji pisaniem książek?
 
To nie jest tak, że włączam komputer i robię dwie rzeczy jednocześnie - programuję skomplikowany software chemiczny i obok mam otwarte okno Worda, w którym piszę książkę. W ciągu dnia pracuję naukowo, po południu relaksuję się, słucham muzyki, czytam poezję, przygotowuję się emocjonalnie i gdy jestem gotowy, siadam do powieści. Oddzielam te dwie rzeczy. Uważam, że jest to trochę schizofreniczne - że można być i tu, i tu.
 
O czym będzie nowa książka?
 
Książka ma bardzo prostą konstrukcję. Na jeden letni weekend do hotelu Grand przyjeżdżają różni ludzie, każdy z nich ma swoją odrębną historię, swoją biografię. Jeden pokój będzie wynajmował biznesmen z prostytutką, inny - znana dziennikarka, której mężczyzna nie może się pogodzić z jej sukcesem, wpada w szał emocjonalny i nie potrafi żyć z poczuciem, że ona zarabia więcej od niego. To bardzo częsty problem współczesnych czasów. Mężczyzna porzuca ją w bólu i bezradności, bo ona - mimo że go kocha - nie potrafi zrezygnować z kariery. Jej losy splotą się z losami pewnego bezdomnego, który znajdzie ją zapłakaną na plaży.
 
W innym pokoju będzie mieszkał pastor niemiecki, którego dziadek mordował w Stutthofie. Do Sopotu przyjeżdża z pokutą, chce spotkać ludzi, którzy pamiętają tamte czasy. Mój ojciec był więźniem obozu, zatem jest to troszeczkę biograficzne.
 
W kolejnym pokoju pewien mężczyzna spotyka się ze studentem, który ma mu pomóc splagiatować doktorat. W innym pokoju będzie też samobójca. W hotelach wielu ludzi odbiera sobie życie, to również powszechne zjawisko.

Co tych ludzi połączy - poza hotelem?  


Ci ludzie będą mijać się na korytarzach, uśmiechać do siebie w hotelowej restauracji, a jednak za zamkniętymi drzwiami ich pokoi będą działy się prawdziwe tragedie. Będę tak krążył między pokojami. W powieści pojawią się też postacie, które będą miały styczność ze wszystkimi bohaterami - na przykład sprzątaczka, która jak nikt inny zna specyfikę gości. To, co znajdują w koszach - strzykawki, prezerwatywy, opakowania po Viagrze, daje jej ogrom informacji. Oczywiście, nie może ich rozpowszechniać, jednak w prywatnych rozmowach z pracownikiem SPA będzie w tajemnicy opowiadać o tym, czego się danego dnia dowiedziała.

W książce pojawią się też takie postacie, jak dyrektor hotelu, ogrodnik, ochroniarz, recepcjonistki, portierzy - takie postaci, które są tu na stałe. Numery pokoi będą przypisane do kolejnych rozdziałów.
 
Większość wątków opisanych w pana książkach wydarzyła się naprawdę - albo są to motywy biograficzne, albo zasłyszane historie. Czy tak samo będzie w nowej powieści?
 
Tak, wiele z tych historii wydarzyło się naprawdę. W mojej działalności naukowej nierzadko spotykam się z tematem plagiatu, stąd też zaczerpnąłem ten wątek. Historia z dziennikarką jest również prawdziwa. To, że kończy się w hotelu, jest już moim dopiskiem autorskim.

Bardzo dużo podróżuję i jako naukowiec, i jako autor. W całym swoim życiu mieszkałem w ponad 2,5 tys. hoteli na różnych kontynentach. Zauważyłem, że w hotelach zachowujemy się inaczej niż w domu, nie jesteśmy sobą. Dzięki anonimowości pozwalamy sobie na więcej, w hotelach dokonuje się znacznie więcej zdrad, niż gdziekolwiek indziej. Jesteśmy tu gośćmi, jest to zatem pewnego rodzaju luksus. Skąpcy wydają tu więcej pieniędzy niż gdziekolwiek indziej.

Hotel jest miejscem, w którym obserwuję przeobrażenia w ludzkich zachowaniach - to mnie zainspirowało ku osadzeniu akcji książki właśnie tu.
 
Z tych 2,5 tys. hoteli wybrał pan akurat sopocki Grand, dlaczego?
 
Po pierwsze - hotel jest usytuowany nad morzem, a z zawodu jestem również rybakiem dalekomorskim, jestem tym samym z morzem związany. Niegdyś pływałem na statkach, m.in. na Darze Pomorza i Darze Młodzieży. Po drugie - chciałem, aby akcja toczyła się nad polskim morzem. Po trzecie - Grand ma niezwykłą historię. Niedaleko, w obozie Stutthof, był mój ojciec. Moja mama z kolei w okresie drugiej wojny światowej była kelnerką w restauracji w Gdyni, w której obsługiwała głównie esesmanów. Ci sami esesmani być może tłukli mojego ojca w tym obozie. Tata pracował (jako więzień obozu) w Stoczni Gdańskiej.
 
Mama dość często przyjeżdżała do Sopot Casino na kawę, bywała również na potańcówkach z koleżankami. To tutaj poznała mojego tatę. Wybór tego hotelu był dla mnie zatem oczywisty, a wszystkie te wątki - włącznie z historią mojej rodziny, znajdą w książce swoje odbicie i będą się ze sobą przeplatać.

Wybór hotelu nie był przypadkowy. Jego grube mury kryją wiele historii, które autor zamierza przybliżyć czytelnikom.
Wybór hotelu nie był przypadkowy. Jego grube mury kryją wiele historii, które autor zamierza przybliżyć czytelnikom. fot. Agnieszka Potocka/Trojmiasto.pl

Ile w książce będzie historii?
 
Nie będzie to książka historyczna, bo zanudziłbym czytelnika, jednak będą się tu pojawiać postacie historyczne - na przykład Hitler, który w Grandzie podpisał słynną ustawę o możliwości likwidacji osób psychicznie chorych przez lekarzy, o czym wie niewielu ludzi. Również z Sopotu chciał obserwować zdobywanie Helu przez armię niemiecką. Co równie ciekawe, dowódcą broniących się Polaków był Józef Unrug, polski wiceadmirał pruskiego pochodzenia, wykształcony w szkole niemieckiej. Wiedział, że w hotelu przebywa Hitler, Ribbentrop, dwustu esesmanów i mógł ten hotel ostrzelać i wszystkich zabić, ale nie zrobił tego, gdyż byłoby to w jego mniemaniu nierycerskie. Polacy nie ostrzeliwali obiektów cywilnych. Czyż nie jest to piękna historia, którą powinni poznać ludzie?
 
Czy jest pan pewien, że zmieści pan tak wiele wątków w jednej książce?

 
Właśnie tego się obawiam, chciałem opisać osiem pokoi. Jestem przy pierwszym i jest sto stron, muszę zatem przyspieszyć działania. Historie są bardzo bogate, to prawda, ale część z nich przedstawię jako wątki. Muszę zwiększyć tempo, bo chciałbym, aby książka została wydana przed majem 2014 roku.
 
Gdyby nie książka, kiedy przyjechałby pan do Trójmiasta?
 
Pamiętam, że gdy byłem tu w 2003 roku, kiedy to Grand chylił się ku ruinie, a ja zostałem zaproszony przez wydawnictwo Prószyński na promocję książki w jednej z sopockich księgarni. Spałem wówczas właśnie w tym hotelu, jednak wówczas stanowił on zupełnie inne miejsce. Co ciekawe, w tamtym czasie przy każdym zlewie były dwa krany - z jednego leciała woda słodka, a z drugiego słona, która ma lecznicze właściwości.

A kiedy bym przyjechał? Pewnie niedługo, często bywam w Trójmieście, bo jest ono związane ze wspomnianą historią mojej rodziny.

Opinie (21) ponad 10 zablokowanych

  • Czekam z niecierpliwością na książkę!

    • 23 8

  • Wiśniewski jest super!

    lubię

    • 15 6

  • Szanuję jego pisarstwo

    aczkolwiek, jak dla mnie, za dużo egzaltacji- nazwałabym to - współczesnej egzaltacji

    • 16 2

  • Niecierpliwość

    Kurczę, już nie mogę się doczekać :)

    • 5 1

  • Podniecenie

    Przeczytałam wszystko co spod ręki Wiśniewskiego wyszło, czesto więcej niż jednokrotnie :)
    Wierzę że i teraz się nie zawiodę :)

    • 4 2

  • Samotność w sieci. (2)

    Spasowałem na dwudziestej którejś stronie.

    • 13 13

    • Ciekwe na której byś spasował, czytając "Na fejsie z moim synem",
      to dopiero surrealizm. I ma tyle zwolenników, co przeciwników.
      Ja się nie raz uśmiałem.
      Zupełnie inne emocje to m.in. : "Bikini" i "Los powtórzony"
      z niezapomnianą Marcinową ;)

      • 2 3

    • bo to książka dla kobiet

      • 3 1

  • ON (3)

    przystojny, mądry ale ma zimne oczy - pióro do czytania no i wiedza...

    • 5 5

    • Hmm...przystojny ....o gustach sie nie dyskutuje (1)

      • 1 2

      • ON

        Jego książki to jego uroda - dla mnie.....

        • 2 2

    • pióro do pisania a nie do czytania?

      Pomyłka?

      • 1 2

  • JLW

    Czekam

    • 5 3

  • Dobrze kombinujesz.

    Masz skojarzenia podobne do moich... Matka obsługuje ss-manów którzy być może katują ojca.... to są dobre spekulacje - gleba najlepszych pisarzy...

    Ponadto te korzenie wrośnięte w osobowość...

    Nic Twojego nie czytałem , teraz przeczytam.

    • 2 3

  • Journo i nazizm to tanie

    • 1 1

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze artykuły