wiadomości - Kulinaria & Wino

stat

Uczta nad ziemią, w ciemnościach lub nago. Nietypowe pomysły restauracyjne

Kolacja pod niebem (dinner in the sky) to restauracja na najwyższym poziomie - dosłownie i w przenośni. Ogromny dźwig unosi platformę ze stołem w powietrze, a wraz z nią zespół wyśmienitych szefów kuchni oraz 22 gości.
Kolacja pod niebem (dinner in the sky) to restauracja na najwyższym poziomie - dosłownie i w przenośni. Ogromny dźwig unosi platformę ze stołem w powietrze, a wraz z nią zespół wyśmienitych szefów kuchni oraz 22 gości. mat. prasowe dinner in the sky

Poza domem jadamy dziś coraz częściej, coraz więcej wymagamy więc od wybieranych lokali. Niektóre poza dobrym posiłkiem potrafią zaoferować znacznie więcej, np. emocje, w tym ekstremalne. Kolacja spożywana w ciemności, 50 metrów nad ziemią lub nago to tylko trzy z wielu dostępnych propozycji. Dlaczego tradycyjne biesiadowanie przy stole przestaje nam dziś wystarczać? O odpowiedź na to pytanie poprosiliśmy szefów kuchni i managerów restauracji w Trójmieście.



Skorzystał(a)bym z:

kolacji po ciemku

14%

kolacji pod gołym niebem

28%

w lokalu dla nudystów

19%

nie interesują mnie takie atrakcje

39%
  • zakończona

  • łącznie głosów: 486
Spośród wielu osobliwych, czasem kontrowersyjnych, rozwiązań restauracyjnych zdobywających rozgłos na świecie (np. lokale obsługiwane przez roboty lub tresowane małpy, wykuwane w lodzie, w skale, przenoszące gości w bajkowe światy, np. Alicji w krainie czarów lub Ninja) szczególnie zaintrygowały nas trzy: kolacja pod niebem (dinner in the sky), kolacje w ciemności oraz restauracje dla nudystów. Wizyta w tych miejscach to dla gościa z reguły udział w emocjonującym wydarzeniu.

Organizatorzy "dinner in the sky" - kolacji spożywanej przy stole, który ogromny dźwig wynosi na wysokość 50 metrów nad ziemią - otwarcie przyznają, że jedzenie - choć świetnej jakości, bo serwowane przez szefów kuchni z restauracji wyróżnionych co najmniej jedną gwiazdką Michelin - jest pretekstem do tego, by zobaczyć piękną panoramę miasta i poczuć przy tym dreszczyk emocji. Odrywanie się do ziemi i zbliżanie do nieba od zawsze fascynowało ludzkość. Dziś szukamy takich unikatowych doświadczeń, każdy marzy o przeżyciu czegoś wyjątkowego, niecodziennego - piszą na swojej stronie inicjatorzy projektu. Z atrakcji - w ramach ponad 5 tys. już zorganizowanych wydarzeń - skorzystać mogli do tej pory mieszkańcy kilkudziesięciu miast na świecie, m.in. Paryża, Dubaju, Los Angeles, Sydney, Cape Town, Bogoty, a także Warszawy. Na przyjemność, za którą w Polsce zapłacić trzeba 350 zł od osoby, w Gdańsku nie było wystarczającej ilości chętnych.

Kolacje w ciemności - bez jakiegokolwiek dostępu światła - oferują już doświadczenie nie tyle alternatywne względem jedzenia, co jemu towarzyszące. Wyłączenie przy stole zmysłu wzroku to ciekawy trening sensoryczny, który umożliwia ponowne odkrywanie smaków i tekstury dań. Podobno 90 proc. uczestniczących w tego typu kolacjach nie jest w stanie prawidłowo wskazać produktów, które jedli, mają też problem z rozróżnieniem wina czerwonego od białego.

Czytaj także: Kolacja w ciemności. Na bok konwenanse!

Londyńska restauracja The Bunyadi (otwarta z impetem, w pierwszym dniu działalności z listą 4 tys. chętnych na wizytę, obecnie zamknięta z planem przeniesienia do Paryża, organizująca kolacje jedynie na zamówienie) chce z kolei powrotu do korzeni - w kuchni stosuje się tu tylko naturalne produkty, posiłki podawane są w glinianych naczyniach, przygotowane na ogniu, wnętrze lokalu oświetlają świece, a goście do stolików siadają nadzy. Miejsce - jak mówią jego właściciele - oferuje możliwość prawdziwego, zmysłowego doświadczenia tak jedzenia, jaki i drugiego człowieka - bez zakłóceń w postaci chemikaliów, elektryczności, kolorów, designu i mody.

Czy łączenie jedzenia z innymi formami rozrywki i doświadczeń jest ciekawe i pożyteczne? Może to niepokojący znak czasu, w którym człowiek domaga się coraz intensywniejszych doświadczeń i stymulatorów? O opinię poprosiliśmy trójmiejskich szefów kuchni i restauratorów.

Basia Ritz - właścicielka i szefowa kuchni w Restauracji Ritz

Basia Ritz
Basia Ritz fot. Agnieszka Potocka / trojmiasto.pl
- Pragnienie super doznań czy wręcz skoków adrenaliny przy jedzeniu to dla mnie wyraz specyficznych i dziwnych czasów. Nie rozumiem, skąd ciągła chęć bycia zaskakiwanym. Nie rozumiem, dlaczego tylu z nas na siłę prześciga się w oryginalności, która często kończy się dziwactwem. Oprócz wyżej wspomnianych na myśl przychodzi mi włoska restauracja, w której goście pozwalają się obrażać kelnerom i to w najgorszy, najbardziej wulgarny sposób. Co zadziwiające - jest ona cały czas pełna. Z przykrością stwierdzam - to szaleństwo, które nie jest wyrazem geniuszu. Dlaczego nie doceniamy prostoty, szlachetności produktu, dobrze przygotowanego posiłku i dobrego towarzystwa?

Dla mnie jedzenie jest symbolem miłości i jednoczenia ludzi. Jest również ulubionym sposobem spędzania czasu z rodziną i przyjaciółmi. Miałam przyjemność uczestniczyć w kolacji "pod niebem" oraz w kolacji w ciemności, ale to biesiady z najbliższymi dostarczyły mi najpiękniejszych emocji - to je zapamiętuję, jako najwspanialsze momenty życia, warte każdej minuty.

Malika - właścicielka i szefowa kuchni w Restauracji Malika

- Londyńska restauracja dla nudystów rozczarowała mnie, czuję w jej koncepcji zgrzyt. Epatowanie nagością nie jest dla mnie spójne z powrotem do natury. W kolacji pod niebem rozumiem wagę wspaniałych widoków, ale tych nie brakuje na ziemi. Jedzenie po ciemku przemawia do mnie pod jednym względem - pozwala skoncentrować się na tym, co w kuchni najważniejsze, czyli na smaku. Dzisiejsze kulinaria niestety zbyt wielką wagę przywiązują do tego, jak danie wygląda - to nadużywana tendencja.

Wszystko to, co najciekawsze ze wspomnianych koncepcjach - czyli proste, dobre jedzenie i piękne widoki przy jego spożywaniu - zintegrowałam w cyklu spotkań, jakie organizowałam w ubiegłym roku pod hasłem "Stolik w widokiem". Scenariusz trzech wydarzeń był podobny: dania przygotowywałam na żywym ogniu stosując różne techniki i serwowałam na łonie natury. Pierwsza kolacja przygotowana została w Jastarni, nad morzem, druga nad rzeką - Narwią, trzecia w górach - w Krynicy Zdroju, na polanie z widokiem na Jaworzynę.


Arkadiusz Onasch - właściciel restauracji Winne Grono

Powrót do pierwotnego jedzenia to dla mnie szaleństwo
- Kolacja w  ciemnościach to świetny pomysł - kształci umiejętność rozpoznawania smaków. W restauracji Winne Grono czasem bawimy się podobną konwencją - suszonych wąsów z pora lub mielonych skorupek krewetek raczej nikt poprawnie nie identyfikuje. Inny wygląd, inna struktura dania lub jego składnika powoduje, że z trudem je rozpoznajemy.

Natomiast nie przekonuje mnie kierunek jaskini - prostego, pierwotnego jedzenia. Obecnie to silny trend, powraca się do jedzenia jak najmniej przetworzonego, jak najmniej hodowlanego, ale to dla mnie małe szaleństwo. Proszę spróbować kawałek upieczonego, ale nie doprawionego kurczaka - nie smakuje dobrze. Nie rezygnowałbym tak łatwo ze zdobyczy cywilizacji, a raczej umiejętnie z nich korzystał.

Adrianna Marczewska - uczestniczka programu Top Chef, szefowa kuchni w Zatoce Sztuki.

Adrianna Marczewska
Adrianna Marczewska fot. Lucyna Pęsik / trojmiasto.pl
- Pamiętam Anthonego Bourdaina, gdy jadł trznadle w klastyczny dla tej potrawy sposób, czyli z oczami zawiązanymi białą chustką. Ptaki podawane są w całości i wyglądają mało apetycznie. Poza tym w wielu krajach to potrawa nielegalna, uważana za barbarzyńską - sama nigdy nie zdecydowałabym się jej spróbować. Zasłanianie oczu rzeczywiście służy tu odwróceniu uwagi od tych niewygodnych aspektów potrawy, a nie wydobyciu jej wyjątkowego smaku. Biała chustka do sprytne dorabianie do jedzenia ideologii. Podobnie jest z nagością, ciemnością i wysokością - nie do końca wiem, jak miałyby służyć smakowaniu, a ono jest dla mnie w jedzeniu najważniejsze. Jedyną fajną praktyką wydaje mi się zamykanie lub zasłanianie oczu w trakcie jedzenia, ale tylko na moment - aby smaki i zapachy rzeczywiście miły szansę wyjść w trakcie degustacji na prowadzenie.

Dlatego przemawia do mnie koncept kulinarny Aleksandra Barona, autora m.in. kolacji "Mouth to nose" przygotowanej z senselierem - Martą Siembab, łączącej smaki i zapachy. W menu znalazł się np. plaster miodu z larwą trutnia podany na dłoni - nie talerzu - której nadgarstek wcześniej przetarty został zapachem słonecznika. To intrygujące smakowe doświadczenie, którego w kuchni szukam.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (33)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Najnowsze artykuły

wydarzenia