wiadomości - Kulinaria & Wino

stat

Polsko-francuska kolacja na cztery ręce w Przystanku Orłowo

Z inicjatywą zorganizowania w Przystanku Orłowo kolacji na cztery ręce wyszedł David Gaboriaud i pomysł okazał się trafiony, choć do realizacji można mieć pewne zastrzeżenia.
Z inicjatywą zorganizowania w Przystanku Orłowo kolacji na cztery ręce wyszedł David Gaboriaud i pomysł okazał się trafiony, choć do realizacji można mieć pewne zastrzeżenia. fot. Edyta Steć/Trojmiasto.pl

W piątkowy wieczór w restauracji Przystanek Orłowo odbyła się kolacja "na cztery ręce", przygotowana przez polsko-francuski duet mistrzów kuchni: Kamila Sadowskiego oraz gościa specjalnego, Davida Gaboriauda. Kolacja miała formę komentowaną z sommelierem, a doborem win zajął się Tomasz Kalenik.



"Kolacja na cztery ręce" to sztuka autorstwa niemieckiego pisarza i muzykologa Paula Barza, której akcja opiera się na fikcyjnym spotkaniu kompozytorów Jerzego Fryderyka Händla i Jana Sebastiana Bacha w 1747 roku w Hotelu Turyńskim w Lipsku. W piątkowy wieczór w restauracji Przystanek Orłowo nie mieliśmy jednak do czynienia z jej inscenizacją, choć wieczorowi nadano taki właśnie tytuł. Mogliśmy natomiast uczestniczyć w kolacji stworzonej przez polsko-francuski duet szefów kuchni - Kamila Sadowskiego oraz zaproszonego specjalnie z tej okazji, Davida Gaboriauda.

- Ja tylko opowiem, jak to się stało, że David u nas gotuje - powiedziała rozpoczynając kolację Anna Dowgiałło-Sługocka, współwłaścicielka Przystanku Orłowo. - Część z państwa zapewne była naszymi gośćmi podczas Goût de France (21 marca), w którym od trzech lat, rokrocznie, bierzemy udział. W tym roku konferencja poprzedzająca to wydarzenie odbyła się w Trójmieście, a konkretnie w Gdyni. Alan Mompert - konsul honorowy Francji, który jest dzisiaj z nami, po tej konferencji zaprosił do naszej restauracji gości specjalnych, m. in. ambasadora Francji oraz właśnie Davida Gaboriauda i tak się z Davidem poznaliśmy. David wtedy powiedział "chciałbym tu do was kiedyś przyjechać i zrobić kolację na cztery ręce". Pomyślałam "no tak - tak mówi pewnie wszędzie, gdzie się pojawi", ale David faktycznie po kilku tygodniach zadzwonił i zapytał, co z naszą planowaną kolacją. I dziś jest tutaj z nami.
Z gośćmi krótko przywitali się również szefowie kuchni, po czym niezwłocznie zabrali się do pracy - Kamil Sadowski powędrował do kuchni, a David Gaboriaud zaprezentował w pouczający, a przy tym przezabawny sposób, jak należy obchodzić się z ostrygami i dlaczego szczególnie panowie powinni jeść ich bardzo dużo.

Wieczór rozpoczęliśmy winem polskim, z zielonogórskiej winnicy Gostchorze Gost Art Brut, z którym znakomicie współgrały podane chwilę później jako amuse-bouche (niewielka przekąska, która otwiera kolację) ostrygi Fine de Claire. Ale jako że kolacja była polsko - francuska, oprócz francuskich ostryg goście mogli skosztować też naszego rodzimego, subtelnego tatara z polędwicy wołowej.

Następnie na talerzach pojawiło się jajko z kurkami i szarłatem na chrupiącej brioszce (wg Davida Gaboriauda - francuski odpowiednik chałki), podane z cafe de Paris - sosem na bazie masła. Do kieliszków nalano francuskie wino Patrice Moreux Sancerre Rouge.

W menu polsko-francuskiej kolacji znalazła się też kompozycja z krewetek i pora z niesamowicie aromatycznym sosem, a także makrela w towarzystwie surówki z selera, okraszona nutką czereśni i marynowanej rzodkiewki. Tym dwojgu daniom znakomicie akompaniowały francuskie wina: Jean Durup Vieilles Vignes, Chablis (moim zdaniem absolutny nr 1 podczas całej kolacji) oraz Jean Pierre Michel, Vire Clesse. W tym momencie nastąpiła słodka cezura w formie Trou normad (stary francuski zwyczaj gastronomiczny polegający na m. in. zjedzeniu niewielkiej porcji sorbetu polanego calvadosem w trakcie posiłku w celu pobudzenia kubków smakowych).

W czwartej turze uczestnicy kolacji mogli delektować się kurczakiem i jagnięciną, popijając je polskim winem z paczkowskiej winnicy Hople Speciale. Podsumowaniem wieczoru był deser: tarta cytrynowa z brzoskwinią, czekoladą i kozim serem, z którymi znakomicie współgrało polane do kieliszków, alzackie wino Marcel Meyer Gewurztraminer.

Sama koncepcja kolacji była ciekawa, ale do realizacji można mieć pewne zastrzeżenia. Melomani mawiają, że koncert nie powinien trwać dłużej, niż jest to w stanie wytrzymać publiczność. Ten "koncert" smaków trwał odrobinę zbyt długo. Początek był niezwykle interesujący i nastrajał optymistycznie - David Gaboriaud okazał się świetnym oratorem, który swoją lekcją obsługi ostryg niejednego gościa rozbawił do łez. Niestety, po tym krótkim wprowadzeniu słownym i przekazaniu informacji na temat serwowanych na początku potraw, obaj szefowie zaszyli się w kuchni. Goście z pewnością chętnie by dowiedzieli się, co znajduje się na podawanych talerzach.

Wielkie brawa należą się natomiast Tomaszowi Kalenikowi, który nie tylko znakomicie dobrał wina do serwowanych potraw, ale okazał się faktycznym mistrzem ceremonii. Przez cały wieczór towarzyszył gościom, opowiadał o tym, co wlewał do ich kieliszków i cierpliwie odpowiadał na każde, nawet najbardziej drobiazgowe pytania.

Udział w kolacji kosztował 139 zł za osobę. Ci, którzy oprócz potraw zamierzali skosztować i wina, musieli zapłacić nieco więcej - 199 zł.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (22)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze artykuły

wydarzenia