Teresa Rosati: różne oblicza kobiet są dla mnie inspiracją

Teresa Rosati po pokazie "Faces of Love" w trakcie Gali Amber Look 2016
Teresa Rosati po pokazie "Faces of Love" w trakcie Gali Amber Look 2016 fot. Lucyna Pęsik / trojmiasto.pl

Teresa Rosati, jako gość specjalny Gali Amber Look 2016, zaprezentowała w Gdańsku najnowszą kolekcję sukienek pt. "Faces of love" - dedykowaną mężowi, inspirowaną różnymi obliczami kobiet. W rozmowie, którą przeprowadziliśmy z projektantką dzień po pokazie, opowiedziała nam o początkach swojej kariery, wsparciu, jakiego udziela jej rodzina, o ideale kobiecości, a także doświadczeniach zebranych poza granicami kraju.



Przeczytaj naszą relację z Gali Amber Look 2016

Olga Miłogrodzka: Swoją najnowszą kolekcję zaprezentowała pani na tegorocznej Gali Amber Look. Jakie są pani wrażenia po wizycie w Gdańsku?

Teresa Rosati: To moja druga już styczność z Galą. Po raz pierwszy uczestniczyłam w niej kilka lat temu. Moje wrażenia są naprawdę pozytywne. Gala zorganizowana została niezwykle profesjonalnie. Backstage funkcjonował fantastycznie - fryzjerzy, makijażyści, ekipa techniczna, wszystko było dopracowane, bez napięcia, pośpiechu, zbędnych nerwów. Atmosfera pracy tuż przed pokazem jest ogromnie ważna, bo to najbardziej stresujące momenty mojej pracy.

Poza tym cenię Michała Starosta, z którym pracowałam już niejednokrotnie. To pasjonat, profesjonalista w każdym calu, a ja cenię sobie ludzi z pasją. Przykłada dużą wagę do drobnych detali, które decydują o odbiorze całości - do muzyki, choreografii, mimiki modelek, rytmu, tempa, dyscypliny na wybiegu. Dobrze się pod tym względem rozumiemy.

Na tegorocznej Gali większość kolekcji miała charakter artystyczny, ta zaprezentowana przez panią była stonowana, w porównaniu z innymi po prostu pragmatyczna.

Tak, ja te artystyczne kolekcje nazywam happeningowymi. Moje sytuują się po przeciwnej stronie. Niejednokrotnie uczestniczyłam w pokazach absolwentów szkół artystycznych i miałam wrażenie, że na siłę próbują być oryginalni, trudno dociec celu ich działania. Ale wybieg rządzi się swoimi prawami, ulica swoimi. Moja moda trafia do butików, na salony, kobiety rzeczywiście się w nią ubierają.

Kolekcje kieruję do najróżniejszych kobiet. Generalnie rozróżniam dwie grupy: typ romantyczny, gustujący zazwyczaj w koronkach, szyfonach, tiulach oraz typ męski, mocno stąpający po ziemi, lubiący rozwiązania minimalistyczne. Modę tworzę dla jednej, jak i drugiej grupy, choć ta pierwsza - muszę przyznać - jest mi znacznie bliższa.

Kolekcja "Faces of love" kierowana jest do kobiet przechodzących przez różne stadia miłości - miłość młodzieńczą i tą dojrzałą, w różny sposób ją traktujących. Ma odzwierciedlać mnogość kobiecych postaw wobec uczucia. Kobieta w swoich różnych obliczach jest dla mnie ciągłą inspiracją.

A co jest dla pani kwintesencją kobiecości?

Atrybuty kobiecości, do których przywiązuje wagę to wrażliwość, subtelność i delikatność. Poza tym uwielbiam kobiety z pasją, niezależnie od tego, w jakiej dziedzinie się przejawia; kobiety, które nie idą przez życie w obojętny sposób, ale patrzą na boki.

Nie lubię wulgarności, zupełnej bezpośredniości. Nie tylko treść jest dla mnie ważna, ale i forma - sposób bycia, zachowania, reagowania, poruszania się. Prawdziwa kobieta to dla mnie taka, która jest stonowana w wyrażaniu emocji. To nie znaczy, że nie ma ich w ogóle wyrażać, ale ważna jest forma. Poza tym kobieta powinna być zadbana. Nie ma wytłumaczenia dla zaniedbania, w żadnym wieku. Kobieta, która czuje się piękna, akceptuje sama siebie, jest zadowolona i miła dla otoczenia.

Kolekcję "Faces of love" zadedykowała pani mężowi, Dariuszowi Rosati.

Tak, choć o tym jeszcze nie wie. Drugi raz w moim zawodowym życiu dedykuję komuś kolekcję. Przedostatnią dedykowałam córce, Weronice Rosati, która była jej pomysłodawczynią, a inspiracją postać Lauren Bacall - ikona filmu i mody.

Miłość jest najważniejsza, pozwala przezwyciężyć każdą trudność, pozwala być sobą, realizować pasje. Gdyby nie mąż, nie pracowałabym w zawodzie projektanta, nie realizowałabym pasji, którą mam od 12 roku życia. To był jego impuls, abym zajęła się w życiu tym, co kocham najbardziej. Gdyby nie jego wiara we mnie, nie odważyłabym się na ten ruch, absolutnie nie.

Jak się w takim razie zaczęła pani przygoda z modą?

To był szczególny dla nas okres, szczególny w życiu zawodowym mojego męża, kiedy sprawował funkcję Ministra Spraw Zagranicznych i kiedy towarzyszyłam mu na różnych galach i wyjazdach po całym świecie. Pierwszy chrzest bojowy przeszłam po dwóch miesiącach urzędowania mojego męża na stanowisku rządowym, przy okazji wizyty królowej Elżbiety w Polsce. Królowa przyjeżdżała ze swoim małżonkiem, strona polska także musiała występować z małżonkami. Spotkań z królową mieliśmy kilka: powitanie na lotnisku, lunch, wizyta w Operze, bal na Zamku Królewskim, podroż samolotem do Krakowa - kilka dni w ścisłym jej otoczeniu. Miałam tylko 2 tygodnie na przygotowanie garderoby. Zorientowałam się, że czołowi w Polsce projektanci nie mają pojęcia na temat dress code'u, byłam przerażona brakiem podstawowej wiedzy na temat ściśle określonych zasad dotyczących ubioru. Jest wiele czynników, jak wiek, które determinują styl, w którym należy się dopasować do osoby, którą się gości. Na powitanie królowej zaproponowano mi trzy kolory: wściekły amarant, a takie rażące kolory w dyplomacji nie są wskazane, potem cytrynowy i turkusowy, długość przed kolana, rozkloszowane fasony - szaleństwo. Zakasałam rękawy, kupiłam tkaniny i całość ubioru na ten "maraton" zaprojektowałam sama. Taki był początek.

Mąż cały czas mnie wspierał, choć z całą odpowiedzialnością muszę powiedzieć, że początki mojej kariery nie były łatwe, wręcz przeciwnie. Było mi trudniej wkroczyć w hermetyczny świat mody, ponieważ byłam oceniona przez pryzmat żony męża. Tak więc trochę czasu minęło, zanim mnie zaakceptowano.

Mąż ma swój udział w pani pracy, a co z córką Weroniką? Ona także jest często przy pani obecna.

Prawda jest taka, że moda nie za bardzo ją interesuje. Ona ma inną pasję - film. Ale podpowiada mi rozwiązania, czasem wybiera tkaniny. Jest miłośniczką starego kina, głównie amerykańskiego. Katowała mnie tymi filmami i namawiała do ich oglądania ze względu na modę - takie ikony jak Joan Crawford czy Betty Davis. Elementy mody kina lat 40. i 50. pojawiają się w moich kolekcjach, np. dekolty albo mocno podniesione ramiona.

Jest jeszcze jedna, ważna rzecz - na moje klientki, często aktorki, patrzę przez pryzmat córki, ona nauczyła mnie wyrozumiałości. To silna osobowość, wie, czego chce. W swojej pracy mam częsty kontakt z takimi kobietami - wrażliwymi, ale też zdecydowanymi i bezkompromisowymi. Weronika wymaga elastyczności. Silne osobowości nie dają się złamać, trudno je poddać stylizacji. Nie forsuję tego, nie jestem typem projektanta, który na siłę próbuje kogoś przebierać.

Z kim najlepiej się pani pracowało, dla kogo uszyła pani kreację, z której była najbardziej zadowolona?

Taką kreację stworzyłam w amerykańskim środowisku filmowym, na pooscarową Galę organizowaną od 20 lat przez Eltona Johna w Los Angeles - Elton John Aids Foundation. Na przyjęcie wybierała się moja córka. Zarówno od niej, jak i jej managera otrzymałam konkretne wytyczne. Powstała kreacja długa, cała pudrowa, z tiulowym dołem, lekko tylko prześwitującym, i gorsetową górą z aplikacjami. Suknia otrzymała wysokie noty, ale co najważniejsze - Weronika czuła się w niej świetnie.

Często pokazuje pani swoje kolekcje za granicą. Jak pracuje się pani w Polsce, jak na zachodzie?

Pokazów za granicą miałam już kilkanaście: w Nowym Jorku, New Jersey, Miami, Los Angeles, Paryżu, Vancouver. Różnice w świecie mody, między Polską a resztą świata, widzę wyraźnie. Może zabrzmi to nieskromnie, ale za granicą moje kolekcje zawsze były wysoko oceniane, przez kolegów projektantów, przez ekipy realizujące pokazy, przez publiczność, nawet prasę. Wszystko to jednak nie pozbawiło mnie kompleksu Polski, Europy Wschodniej. Za każdym razem, mimo dużego już doświadczenia, gdy jestem zapraszana z kolekcją na prestiżowy pokaz, towarzyszy mi pewien niepokój, obawa przed tym, jak zostanę przyjęta. Mimo tego, że Zachód zawsze pozytywnie zaskakuje. Np. reakcje modelek o międzynarodowej sławie. Kim ja dla nich jestem? Mimo to potrafią napisać maila, że oglądały inne moje kolekcje, podziękować, podzielić się wrażeniami. To są drobne gesty akceptacji i uznania, które przecież tak niewiele kosztują, a znaczą bardzo dużo. Polaków jeszcze na nie w takich ilościach nie stać. Dlatego uwielbiam podróżować, wyjeżdżać, bo to dla mnie zastrzyk pozytywnej energii.

W Gdańsku, muszę przyznać, także czułam się dobrze. Z Trójmiasta wyjeżdżam dziś z uśmiechem na ustach.

Gala Amber Look 2016:

Opinie (10) 2 zablokowane

  • Eeeee nie, młodych nie ma ?
    koniec układu!

    • 17 8

  • Starost to pasuje jedynie do Placu Zbawiciela w Warszawie

    • 13 0

  • (1)

    "faces of love".. "amber look".. itp - to Polska jeszcze czy juz jeden ze stanow ameryki polncnej.. czy kolonia imperium brytyjskiego..?

    • 34 2

    • Deutche Landen.

      • 2 0

  • A to ta od komucha (2)

    • 25 7

    • tak, to matka miłośniczki Żuławskiego (1)

      • 13 4

      • mama Esterki

        • 8 3

  • Stara sowieciara (1)

    Udziela porad w zakresie stylu i smaku. Luksus i elity pierwszego sortu.

    Że też wy na siebie w lustrze możecie patrzyć.

    • 7 0

    • Gwiazda z dyplomem Akademii Woroszyłowa lub podobnym.

      • 2 0

  • To układ miernot

    Zero profesji

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze wiadomości

Wydarzenia

Party with Fashion
Party with Fashion
pokaz
lis 19
piątek, g. 20:00
Gdańsk

Ogłoszenia polecane

Inwestycje Deluxe

Wzgórze Zielenisz

Wzgórze Zielenisz

Hossa

Gdynia Wiczlino, ul. Bernarda Myśliwka

197 do 265 m2
Powierzchnia
planowana
Realizacja
Apartamenty willowe Błękitna

Apartamenty willowe Błękitna

Kameralnie

Gdańsk Jelitkowo, ul. Błękitna

109 do 139 m2
Powierzchnia
zakończona
Realizacja
Budynek apartamentowy Sopot

Budynek apartamentowy Sopot

RWS Investment Group

Sopot Wyścigi / Karlikowo, ul. Na Wydmach

72 do 79 m2
Powierzchnia
w budowie
Realizacja