wiadomości - Moda & Uroda

stat

Moda zaskakuje: wirtualne ubrania i plastikowe akcesoria

Wirtualne ubrania jeszcze są nowością, która wzbudza zainteresowanie. Jednak wkrótce mogą stać się częścią, nie tylko wirtualnej, rzeczywistości.
Wirtualne ubrania jeszcze są nowością, która wzbudza zainteresowanie. Jednak wkrótce mogą stać się częścią, nie tylko wirtualnej, rzeczywistości. mat.pras.The Fabricant

Kiedy myślimy, że widzieliśmy już wszystko, pojawiają się wynalazki, m.in. ze świata mody, które potrafią skutecznie zaskoczyć, choć nie zawsze pozytywnie. Zwłaszcza gdy dowiadujemy się, że sprzedano za kilka tysięcy dolarów sukienkę, która... nie istnieje. Podobnie, gdy w dobie ograniczania zanieczyszczeń na wybiegach prezentowany jest letni trend: plastikowe buty.



Wydarzenia w tym tygodniu w Trójmieście



Współczesne trendy w modzie:

to ciekawa alternatywa 4%
śledzę ze względu na swoją pracę 1%
ciekawostka i forma wyróżnienia się 6%
nic istotnego, bo co chwilę pojawia się kolejna nowość 30%
nie interesują mnie 59%
zakończona Łącznie głosów: 155

Wirtualne ubrania



Wirtualne ubrania to w skrócie takie, których nie ma w rzeczywistości. Istnieją natomiast w internecie. Gotowe projekty nakładane są na zdjęcia, na których widnieje bloger/ka. Norweska marka Carlings posiada w swojej ofercie szafę pełną nieistniejących ubrań. Powstały właśnie z myślą o blogerach i influencerach, żeby ograniczyć liczbę kupowanych rzeczy. Chociaż idea jest szczytna, to jednak sam pomysł powoduje zdziwienie.

- Nieistniejące ubrania? Mam mieszane uczucia. Rozumiem, że trendy zmieniają się z prędkością światła, a blogerzy czy influencerzy nie są w stanie (głównie finansowo) reagować na każdą z tych modowych zmian. Dochodzą kwestie etyczne i ekologiczne - nie dziwi już chyba nikogo fakt, że ubrania kupowane są na potrzeby jednego zdjęcia. W takiej instagramowej (nie)rzeczywistości przyszło nam żyć. Przemysł odzieżowy zajmuje przecież drugie miejsce (po koncernach naftowych) w rankingu branż najbardziej zanieczyszczających środowisko. Norweska marka Carlings ma w ofercie futurystyczne ubrania, które można kupić do wirtualnego noszenia. Niby szczytna inicjatywa, tym bardziej, że firma przekazuje środki ze sprzedaży na cele fundacyjne, ale... Mnie osobiście męczy ten nieprawdziwy świat. Mamy już filtry do zdjęć, mamy wirtualną rzeczywistość z pięknie wystylizowanymi ludźmi udającymi wiecznie szczęśliwych i w nienagannym makijażu, a teraz nieprawdziwe ubrania.. Co dalej? Moja wyobraźnia chyba już tak daleko nie sięga. Nie chcę wierzyć, że to nasza przyszłość. Wolę dotknąć materiału, zobaczyć, jak faluje na wietrze, otulić się nim. Wolę mieć w szafie garstkę rzeczy prawdziwych niż tuzin najmodniejszych, ale nierealnych - mówi Izabela Jakubczyk, stylistka i kreatorka wizerunku.
Tematem wirtualnych ubrań zainteresowano się, kiedy duńska marka The Fabricant, specjalizująca się w tworzeniu digitalowej odzieży, wystawiła jedną ze swoich sukienek na aukcję. Ku zaskoczeniu wielu, projekt został wylicytowany za prawie 10 tys. dolarów.

Postanowiliśmy zapytać, jak ocenia pomysł wirtualnych ubrań trójmiejska blogerka.

- To bardzo ciekawa opcja, ale nie widzę jej w swoim biznesie, ewentualnie jako formę rozrywki czy eksperymentu. Przypomina mi wirtualne przymierzalnie z tą różnicą, że wirtualne ubrania, o których tu mówimy, mogą nie istnieć w rzeczywistości. Nie wyobrażam sobie korzystać z takich opcji na co dzień, bo czułabym, że oszukuję. U mnie ubrania nie są tłem, a głównym tematem, więc trudno byłoby pokazywać albo polecać coś, co nie istnieje. Technicznie też nie wyobrażam sobie nakładania wirtualnych modeli na zdjęcia. Rozumiem obróbkę graficzną, zmiany kolorów, a nawet retusz, ale to już moim zdaniem zbyt duża ingerencja w fotografię - opowiada Paulina Rudnicka, autorka bloga Kapuczina.com.

"Nierealne" stroje mają być odpowiedzią na masową produkcję ubrań.
"Nierealne" stroje mają być odpowiedzią na masową produkcję ubrań. thefabricant.com
Mówiąc o wirtualnych ubraniach, nie sposób nie wspomnieć o wykreowanych postaciach - influencerach. Ponad pół miliona osób śledzi aktywność wirtualnego awatara @lilmiquela, który reklamuje ubrania jak człowiek. Twórcy przedstawiają go jako Miquela Sousa, 19-latka z Los Angeles o brazylijsko-hiszpańskich korzeniach. Na swoim Instagramie regularnie wrzuca zdjęcia stylizacji prezentowanych oczywiście na sobie, pokazując m.in. takie marki jak Supreme, Prada czy Chanel. Przykład ten pokazuje, jak zaciera się granica świata realnego i wirtualnego.

- Warto rozróżnić zachowania blogerów i tzw. influencerów od zachowań konsumentów. Ci pierwsi są narzędziem marketingu do promocji i często otrzymują odzież w prezencie. Natomiast klienci sklepów będą mieli potrzebę zakupu ubrania. Dodatkowo przyjemność z zakupów czy chęć pokazania się w nowej rzeczy np. na imprezie są bardzo ważne dla niektórych. Jeśli rzeczywiście chcemy ograniczyć liczbę szytych ubrań, to musimy przede wszystkim postawić na ich jakość i klasykę formy - przekonuje Michał Biernacki, dyrektor kreatywny w Studiu 761.

Cykl: Klasyka w szafie


Swoją opinią na ten temat podzieliła się również z nami prezes agencji marketingowej You'll Marketing&Branding, Joanna Staniszewska:

- Wirtualne ubrania oraz ich prezentacja niematerialna (np. holograficzna) mogą przynieść oszczędności, zmniejszać zbędną produkcję i zaspokajać nasze potrzeby estetyczne. Mogą także służyć prezentowaniu nieprawdy, "obrobionej" rzeczywistości. Od naszej zbiorowej świadomości zależy skala generowanej wirtualnie nieprawdy. Coraz szybciej potrafimy ją zweryfikować. Nabieramy się na poprawioną rzeczywistość proporcjonalnie do tego, jak nie akceptujemy tej w 100 proc. realnej. Z naszej praktyki zawodowej znamy projekty wirtualnych przymierzalni, interaktywnych luster. Powoli staje się to nowym standardem. Nie ma od tego odwrotu. Od naszych intencji zależy, do czego wykorzystamy takie rozwiązania.

Plastikowe akcesoria



Podczas gdy świat alarmuje, że musimy zmienić styl życia, zmniejszyć konsumpcjonizm i ograniczyć ilość plastiku w naszym otoczeniu, w świecie mody powracają plastikowe buty i torebki - nazywane winylowymi albo przezroczystymi, zapewne po to, żeby nie wzbudzać negatywnych skojarzeń.

- Moda to zmienny kaprys zbiorowości, dla której ważny jest wygląd. Ubrania topowych projektantów w części społeczeństwa napędza pożądanie, przez co inne wartości schodzą na dalszy plan. Niektóre osoby nie odczuwają potrzeby (nierzadko kompulsywnej czy obsesyjnej) śledzenia trendów, ubierają się wygodnie, a stroju jako informacji i symbolu (np. statusu) używają pragmatycznie. Dlatego są i będą istnieć światy równoległe, także te kochające modę bezrefleksyjnie, w każdym, także plastikowym wydaniu. Inni, świadomi konsekwencji swoich działań, przede wszystkim biorą na siebie współodpowiedzialność za stan naszej planety - mówi Joanna Staniszewska.
Można pomyśleć, że to nisza, ale kiedy modele z plastiku wypuszczają czołowi projektanci: Chanel, Versace czy Armani, to nie sposób nie dostrzec ignorowania bieżących problemów świata.

- Dla wielu dużych marek aktualny temat ochrony środowiska jest niestety tylko sposobem na podniesienie wyników sprzedaży. Akcesoria z plastiku, np. przezroczyste torebki nie są nowością. Nie byłoby ich w sklepach, gdyby nikt ich nie kupował. Jako klient warto zadać sobie pytanie, z czego jest wykonany produkt i jaki jest jego wpływ na środowisko - dodaje Michał Biernacki.

Opinie (13) 7 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze artykuły

wydarzenia