wiadomości - Moda & Uroda

stat

Miłość do mody - tajniki zawodu stylistki

Poznajemy tajniki pracy stylistki.
Poznajemy tajniki pracy stylistki. 123rf.com/Peter Bernik

W egzotyczną podróż do świata mody zabiorą nas jedne z najpopularniejszych stylistek w Trójmieście. Jak zaczęła się ich miłość do mody? Jak kiedyś robiło się modę? Jak bawić się modą i gdzie szukać inspiracji? Na te i wiele innych pytań odpowiedziały dla naszych czytelników kobiety z klasą i pasją do mody.



Karolina Magierek: Skąd wzięła się pani miłość do mody?

Czy korzystała(e)ś z usług stylistki?

regularnie korzystam z usług specjalistki

4%

tak, w przeszłości

7%

zamierzam skorzystać w przyszłości

19%

nie i nie planuję

70%
Grażyna Paturalska - kreatorka i wykładowca wizerunku biznesowego i publicznego, osobista stylistka, autorka książek i audycji radiowych, szefowa Styl w wielkim mieście: Szczerze? Nie mam pojęcia. Wiem, że od zawsze kochałam modę. Pamiętam, że jako mała dziewczynka odwiedzałam pracownię krawiecką naprzeciwko mojego domu. Jako 10-latka sama wymyślałam projekty sukienek. Wszystkie nastolatki nosiły jeansy, dlatego też chciałam je mieć, ale w głębi serca czułam, że to nie mój styl. Lubiłam klasyczną elegancję, a zarazem nietypowe rozwiązania. Mojej pasji nie traktowałam poważnie, podobnie jak moja mama. W ten sposób trafiłam do liceum ekonomicznego, a miłość do mody w wymiarze zawodowym musiała poczekać kilka dekad.

Katarzyna Ambroziak - stylistka, wizażystka, projektantka, założycielka Ambris Atelier Stylu i Wizażu: Zawsze miałam zdolności manualne. Po szkole podstawowej oświadczyłam rodzinie, że składam papiery do szkoły mechanicznej lub odzieżowej. Mój pomysł z naprawianiem samochodów nie za bardzo przypadł do gustu rodzinie, natomiast odzieżówka była ok. Tak zaczęła się moja przygoda z modą. Było to ponad 35 lat temu i trwa nadal.

Elżbieta Skoczeń - kreatorka wizerunku od ponad 18 lat wizażystka, stylistka, kreatorka wizerunku, personal shopper: Wybór mojego zawodu nie był przypadkiem, to spełnienie moich nastoletnich marzeń, kiedy siedząc na kanapie i jedząc piątą bułkę syto nasmarowaną masłem czekoladowym, obejrzałam z zapartym tchem film pt. "Strachy" z Izabelą Trojanowską. Ukazywał on kulisy teatru - klimat taki niedostępny dla przeciętnej osoby. Patrzyłam z zachwytem na makijaże, dzisiaj odbierane jako staroświeckie, i w mojej głowie zrodziło się marzenie i postanowienie "ja też tak chcę".


Zapraszam teraz w sentymentalną podróż do początków w zawodzie.

K.A.: Zaraz po szkole pracowałam jako nauczyciel zawodu i to doświadczenie upewniło mnie, że bardzo ważne jest podejście do ludzi - przekazywanie poznanych umiejętności i wiedzy. Szukałam i uczyłam się różnych trendów, by pokazać moim uczennicom, jakie możliwości odkrywa przed nimi ten zawód i sama zakochiwałam się coraz bardziej. Poszukiwania nowinek pozostały mi do dziś.

G.P.: Moja historia pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych. W wieku 53-lat rozpoczęłam studia podyplomowe w Warszawie, a także w Europejskiej Akademii Mody. Mój odważny krok był efektem ogromnej zmiany w sposobie myślenia i własnej metamorfozy osobowości. Przez 11 lat pracowałam jako kurator, na 12 lat pochłonęła mnie firma budowlana męża. Później zajęłam się polityką. Kiedy nie dostałam się do Senatu, postanowiłam przeorganizować swoje życie. Przedefiniowałam siebie. Podjęłam decyzję, aby z pasji zrobić zawód. Całe życie ubierałam swoją rodzinę, stylizowałam i doradzałam przyjaciółkom, zawsze był to strzał w dziesiątkę. I tak, dopiero po 50. moja miłość do mody doczekała się spełnienia.

Na czym właściwie polega pani praca?

E.S.: Moja praca, ponieważ jestem wizażystką i stylistką, polega na... i tu państwa zadziwię, na bardzo uważnym wysłuchaniu klientki - czego oczekuje, jakich potrzebuje zmian w makijażu i ubiorze. Jesteśmy też w pewnym sensie psychologami, musimy być bardzo cierpliwe. Najchętniej spotykam się z klientkami w mojej pracowni, gdzie istnieją profesjonalne warunki do oceny stanu cery, mogę na bazie chust ustalić kolorystykę dla klientki lub klienta, bo ostatnio panowie coraz chętniej dzwonią, prosząc o poradę. Taka wizyta najczęściej kończy się wspólnymi zakupami w sklepie, gdzie wybieram odpowiednie zestawy ubrań i kreacji.

K.A.: Obecnie prowadzę atelier w Gdyni, w którym realizuję projekty własne i moich klientek oraz uczę podstaw krawiectwa, prowadzę warsztaty stylistyczne. Pracuję również z indywidualnymi osobami, przy ich wizerunku codziennym, okazjonalnym lub biznesowym. Przyjemnie jest pracować z ludźmi, przekazywać swoją wiedzę i umiejętności. Szczególnie wtedy, gdy ma się wdzięcznych słuchaczy. Czasami jednak jest tak, że wizja klientki różni się od tego, co chcę jej zaproponować i to są trudne negocjacje, by klientka była zadowolona, a stylizacja dodawała jej uroku i blasku.

Wydarzenia deluxe w Trójmieście


Jak bawić się modą i przełamywać stereotypy?

G.P.: W moim słowniku stereotypy nie istnieją. Trzeba bawić się modą, ale ubrać człowieka, a nie przebrać. Każda moja stylizacja jest dobrana indywidualnie - do stylu życia, charakteru, do okazji. Nie podążam za trendami, wybieram z nich tylko to, co ma szansę przetrwać dłużej niż jeden lub dwa sezony, a przede wszystkim pasuje do danej osoby. Lubię dodatki i ubrania niekonwencjonalne.

K.A.: Przede wszystkim, jeśli to możliwe, nie traktować mody śmiertelnie poważnie. Dobrze jest przed zakupami trochę poprzymierzać i sprawdzić, czy gust nam się nie zmienił. Odpowiedzieć na pytanie: czy w tym sezonie nie chciałoby się nam trochę poszaleć nową długością, może chciałybyśmy dodać trochę blasku lub jakiś inny gadżet, modny w tym sezonie, odmieniłby naszą stylizację?

E.S.: Moda to wielostronne słowo. To styl, elegancja, nonszalancja, bunt, presja. Możemy jakkolwiek ją nazwać. Możemy się z nią utożsamić całkowicie - mówię tu o nowych trendach, gdzie będziemy wyglądać jak klony na ulicy - a możemy czerpać z niej inspiracje, mieszając różne style, przez co stworzymy swój własny i będziemy wyglądać nietuzinkowo, oryginalnie. Możemy kupować w markowych sklepach, sieciówkach, second handach, wszystko zależy od stanu portfela. Nie bójmy się eksperymentować. Ważna jest kompozycja i nasza fantazja.

Czy istnieje grupa klientek/klientów, z którą najczęściej pani współpracuje?

E.S.: W naszej pracy klientki są w różnym wieku, musimy potrafić się dopasować. Są klientki ufne, ale też zdarzają się te trudniejsze, z bardzo dużymi wymaganiami, którym musimy sprostać. Miałam kiedyś klientkę, której nie zapomnę, zresztą do dziś cały czas współpracujemy. Przyszła do mnie i powiedziała: no, już byłam u 5 stylistek i nic, mam nadzieje, że pani mi dogodzi. Uśmiechnęłam się wtedy, bo taki klient z tak dużymi wymaganiami, jeśli widzi nasze kompetencje i będzie zadowolony, zawsze do nas wróci.

K.A.: Mam bardzo różnych klientów, najczęściej są to panie, choć panowie też bywają. Bardzo często pracuję z pannami młodymi, projektując i szyjąc im suknie ślubne. Zdarza się, że asystuję przy wyborze sukni ślubnej i całej stylizacji. Prowadząc zajęcia warsztatowe, dla uczestniczek rożnego rodzaju wczasów, spotykam kobiety, które bardzo chętnie poznają tajniki mody i stylizacji.

G.P.: W swoim atelier goszczę zazwyczaj dwie grupy kobiet. Pierwszą reprezentują młode kobiety, które wchodzą na krętą ścieżkę kariery zawodowej i chcą od początku w sposób profesjonalny, świadomy i spójny budować swój wizerunek zawodowy i osobisty. Prowadzę także wykłady wizerunkowe dla studentów, w trakcie których mówię o świadomych i wyborach i celach, o tym jak ważny jest ubiór i zachowanie w naszej pracy. Druga grupa to kobiety dojrzałe, które czują, że coś w ich wizerunku nie współgra, ale nie umieją tego zdefiniować. Proszą o poradę, co jest dla nich dobre. Wśród kobiet dojrzałych często spotykam panie, których bagaż doświadczeń życiowych jest przeogromny. Utrata pracy lub partnera życiowego - wszystko to sprawia, że odczuwają potrzebę zmiany. Każda metamorfoza to głęboki proces zmiany wewnętrznej, a ubrania stanowią przysłowiową kropkę nad "i" własnej, świeżo odkrytej tożsamości. Ciekawym doświadczeniem jest praca z panami. W swojej karierze nie spotkałam jeszcze zakompleksionego pana. Panowie chcą "tylko" dobrze wyglądać, żaden nie powiedział, że chce się zmienić.


Gdzie szuka pani inspiracji?

K.A.: Bardzo często inspirację stanowi napotkany fragment ubrań lub print na tkaninie, czasami układ drzewa lub fala na morzu. Bardzo lubię łączyć style i często sięgam po klasykę, na tym można opierać się przy korzystaniu z nowych trendów.

G.P.: Moją inspiracją są rzeczy nieuświadomione - od dziecka zdarzało się, że nagle zauważałam na ulicy jakiś kolor, jakieś wydarzenie, stanowiące dla mnie natchnienie. Zawsze czułam przesyt właśnie obowiązującymi trendami, wydawały mi się banalne i wręcz nudne przez ich wszędobylstwo, więc robiłam woltę i miałam ochotę na coś przewrotnego. Na przykład kiedy co jakiś czas z klasyki usiłuje się robić jedynie słuszny sztandar eleganckich kobiet, manifestuję swój bunt przeciwko takim "uniformom" i takiemu sztucznie narzuconemu podejściu do klasyki, której jedynym celem ma być ukrycie zamiast odkrycie pięknej i barwnej osobowości, indywidualizmu. Mam wówczas dziką, nieokiełznaną ochotę i zakładam np. dziewczęce falbanki i powabne koronki. I nawet jeśli w tym czasie zupełnie o nich zapomniano, to już za moment eksplodują najgorętszym trendem. A ja wówczas poszukuję znowu czegoś odmiennego - nowego lub zapomnianego. Jako stylistka i osoba projektująca odzież i dodatki, wchodząc do sklepu, zwracam uwagę na nowe kolekcje, ale nigdy nie biorę ich jako "swoje" w całości. Każdorazowo dokonuję ostrej selekcji. Jeśli coś mi się w nich spodoba, zainspiruje, tworzę własną, autorską wersję, coś w rodzaju "wariacji na temat".

Czy jakąś klientkę zapamiętała pani szczególnie?

G.P.: Głęboko w moim sercu zapadła historia jednej z pierwszych klientek, później przyjaciółki... Był to początek mojej pracy jako stylistki. Przyszła do mnie smutna, zagubiona, młoda kobieta, która została sama z dwojgiem dzieci. Poszukiwała tak naprawdę drogi do siebie, nawet nie marzyła o tak spektakularnej metamorfozie, jaka stała się jej udziałem. Została jedną z bohaterek mojej książki "Ubierz Duszę", a także wystąpiła jako modelka w pokazach mody mojej kolekcji. Były to dla mnie wzruszające momenty, byłam świadkiem rozkwitu jej kobiecości i wychodzenia ze ślepego zaułku niemocy i zwątpienia w siebie. Zobaczyłam wówczas, a także usłyszałam od niej, że człowiek swoim działaniem może odmienić czyjeś życie na lepsze.

Kim według pani jest stylistka?

E.S.: Ekspertem mającym pojęcie o makijażu i modzie, trendach na ulicach i wybiegach. Przyjaciółką, przed którą klientka się otworzy. Dobrym słuchaczem i osobą bardzo cierpliwą, a najważniejsze, zawsze uśmiechniętą. Jesteśmy jak dobre wróżki, które za pomocą magicznej różczki, wiedzy i uśmiechu potrafią zrobić rewolucję w szafie, oczywiście tę pozytywną.

K.A.: Stylista to taki ktoś, kto potrafi okiełznać trendy. Przełożyć na język codzienności z odrobiną szaleństwa i fantazji. Dopasować do każdego klienta tak, by ten czuł się w ubraniu jak w drugiej skórze.  

G.P.: Powiem raczej jaka być powinna... empatyczna, umiejąca uważnie słuchać, otwarta, przyjaźnie i pozytywnie nastawiona do ludzi, którzy szukają u niej pomocy, a nie krytyki i narzucenia surowych reguł, jakim powinni się poddać chcąc dobrze wyglądać. Dobry wygląd wypływa z dobrego samopoczucia, samoakceptacji. Trzeba pamiętać, że do stylistki trafiają najczęściej ludzie zagubieni, poszukujący swojej tożsamości i konstruktywnych pomysłów na zaznaczenie swojej obecności, indywidualizmu, tu i teraz. Aby, jako efekt finalny dobrze ich ubrać, trzeba najpierw zajrzeć głęboko w ich oczy i duszę... W nich skrywa się całe piękno osobowości.

Najnowsze artykuły

wydarzenia