wiadomości - Ludzie

stat

Kayah: bez biżuterii czuję się naga

Kayah uwielbia biżuterię. Od 2013 roku jest ambasadorką bursztynu.
Kayah uwielbia biżuterię. Od 2013 roku jest ambasadorką bursztynu. Fot. Piotr Porębski/Kayax

Choć Kayah promuje właśnie swój solowy album "Transoriental orchestra", to my spotkaliśmy się z okazji jej wizyty na gali bursztynu Amber Look w Gdańsku. W "Kobiecej gardzie" rozmawiamy o słabości wokalistki do biżuterii, wyprawie bursztynowym szlakiem do Azji Mniejszej i życiu na walizkach.



Marta Nicgorska: Biżuteria to ważny atrybut kobiety?

Kayah: Bardzo ważny! Ważniejszy niż szminka czy obcas. Na co dzień noszę wielką etniczną biżuterię. Łańcuchy muszą być odpowiednio długie, abym mogła je z łatwością przełożyć przez nos (śmiech). Bez biżuterii czuję się jak na golasa, więc wytatuowałam sobie pierścionek. Proszę spojrzeć na mój środkowy palec. To jest pierścionek, z którym się nigdy nie rozstaję. Bez dodatków, ozdób nie umiem żyć. Nawet do łóżka nie kładę się bez biżuterii.

Śpi pani w wielkich kołach? (śmiech)

Zdarzało się, gdy byłam młodsza. Ale zawsze na czas nocnego odpoczynku mam zawieszony na szyi jakiś wisiorek. A palec zdobi pierścionek od mojego mężczyzny.

Zaręczynowy?

A nie powiem!

Bursztynową biżuterię nosi pani, bo tytuł ambasadorki zobowiązuje?

Bursztyn noszę od dawna, bo lubię i wierzę w jego właściwości lecznicze. Mam chorą tarczycę, więc jest to nawet bardzo wskazane. Na co dzień wybieram mniej ekskluzywną biżuterię niż tą, którą mam dziś na sobie. Bursztyn jest dla mnie o tyle niezwykły, że wkładanie codziennie tak kosztownego i artystycznie wartościowego naszyjnika byłoby profanacją. W związku z pełnioną funkcją ambasadora staram się eksponować go jak najczęściej podczas oficjalnych spotkań czy sesji foto. Ostatnio, naszyjnik projektu Danuty Kruczkowskiej prezentowałam na łamach magazynu "Twój Styl".

Skoro wierzy pani w leczniczą moc bursztynu, to pewnie pije pani bursztynową nalewkę?

Nie piję. (śmiech) Smaruję się, kiedy jestem niewyraźna. I naprawdę pomaga!

Czy pani zdaniem Polki przekonały się do tego kruszcu?

Mam wrażenie, że Polki nie kochają się w bursztynie. Za to za granicą kobiety za nim szaleją. Tam bursztynową biżuterię bardziej się ceni. U nas bursztyn może się źle kojarzyć. Myślę, że to wina dawnego wzornictwa. Przez długi czas biżuteria była po prostu kiczowata, zarzucano nas tandetnymi pamiątkami, na straganach nad morzem nie było rzeczy przyjemnych dla oka. Ale po to są targi Amberif i Gala Amber Look, i po to przydzielono mi funkcję ambasadora, żeby ten nie najlepszy wizerunek bursztynu odczarować.

Wzory są coraz ciekawsze. Nagroda prezydenta Gdańska w tym roku i 10 tysięcy złotych trafiła do rąk twórcy, który zaprojektował bursztynowy tampon. Włożyłaby pani na siebie taki naszyjnik?

Czemu nie. Cenię rzeczy niekonwencjonalne, więc nie miałabym problemu, żeby założyć bursztynowy tampon. Włożyłabym każdą kontrowersyjną biżuterię. Mój mężczyzna twierdzi, że jestem obrazoburcza i przypisuje to kryzysowi wieku średniego, ale ja lubię rzeczy obrazoburcze. Uwielbiam prowokować.

Mija rok od nominacji na ambasadorkę bursztynu. Co udało się zrobić na rzecz promocji "złota Bałtyku"?

Udało się przede wszystkim dogadać co do książki. Planowana jest kontynuacja tego, co zrobiły moje poprzedniczki, które piastowały funkcję ambasadorek: Lidia Popiel i Monika Richardson. Tak jak one wybieram się w podróż, tyle że zasadzam się na egzotyczne szlaki. Poprzednia książka prowadziła z Rzymu, natomiast mój szlak będzie prowadził do "wiecznego miasta". Podobno wszystkie drogi prowadzą do Rzymu.

Jakie kraje pani odwiedzi?

Dokładne miejsca jeszcze nie są ustalone, ale na pewno zwiedzę Azję Mniejszą, zajrzę na północne wybrzeże Afryki, mam nadzieję odwiedzić Gibraltar, Andaluzję i południe Europy. Decyduję się na wielką podróż i to wcale nie wyłącznie w pięciogwiazdkowe tereny.

Jako zodiakalny Skorpion lubi pani takie wyzwania.

To akurat kocham najbardziej! Nie jestem wprawdzie pierwszą do spania w namiocie i obcowania z karaluchami, ale lubię egzotykę, niekoniecznie turystyczne szlaki. Uwielbiam przyglądać się życiu tubylców i mam ogromną łatwość akomodacji w nowym miejscu.

Na kiedy zaplanowała pani tę wyprawę?

Na przełom października i listopada. Realizacja planu podróży w takim terminie stoi jednak pod znakiem zapytania, ponieważ chcemy tę podróż połączyć z czymś bardzo niezwykłym. Nie tylko z książką. Nie wiem czy już mogę o tym mówić. Żeby nie zapeszyć. (śmiech)

Śmiało!

Głównie jestem muzykiem, więc będę próbowała połączyć tę wyprawę z przygodą muzyczną.

Dobry pomysł. Za muzyczne osiągnięcia dostała pani na festiwalu w Sopocie Bursztynowego Słowika, teraz jest pani ambasadorką bursztynu, wiec aż się prosi, aby powstała bursztynowa płyta. A jeśli nie płyta, to chociaż jeden utwór z bursztynem w  głównej roli.

Taki właśnie jest pomysł. To ma być projekt bardzo międzynarodowy. Każda piosenka będzie związana z krajem, który będę odwiedzać. Mam za sobą wspaniałe doświadczenia z Transoriental Orchestra i egzotycznymi brzmieniami, piosenkami z różnych sfer kulturowych, różnych tradycji, więc wydaje mi się, że będzie to fajną kontynuacją mojej drogi muzycznej.

Zamyka pani oczy, myśli "podróż" i co pani widzi?

Dramat pakowania walizek. Z kolei kiedy myślę o drodze, to marzę o śnie. Pięknym i głębokim. W drodze łatam wszystkie dziury, nadrabiam niedospanie, lektury, odpisuję na maile. Przyzwyczaiłam się do życia w drodze.

Może czas na głębszy oddech? Na wakacje?

Ciągle wydaje mi się, że osiągnę na tyle stabilny punkt, albo będę miała tyle samozadowolenia, że będę umiała sobie odpuścić i powiedzieć "teraz mam wolne". Podziwiam Marysię Peszek, która po rocznej trasie wyjeżdża do Azji na pół roku, aby odpoczywać.

Pani nie potrafi się odciąć?

No właśnie nie. Być może dlatego, że moje projekty mają długofalowy charakter. Z Transoriental Orchestra w Polsce wystąpię jeszcze na dziesięciu koncertach, ale są jeszcze festiwale na świecie. Jedziemy do Izraela, Anglii, Norwegii, do Stanów i Turcji. Może się wydawać, że mnie tu nie będzie, a ja cały czas będę robić na szydełku tylko z daleka. Z jednej strony to meczące, ale z drugiej, nie wyobrażam sobie innego życia.

Nie może pani zagrzać miejsca w domu na dłużej, więc po co pani drugi dom w górach i trzeci na końcu świata?

Brazylia to nie koniec świata, ale rzeczywiście to piekielnie daleko. To kierunek, który uwielbiam, muzycznie również. W Brazylii czuję się świetnie, ale przez ostatnie 2 lata nie udało mi się ani razu tam pojechać. Do mojego domu w Zakopanem przez rok też nie udało mi się zajrzeć.

Skoro nad morzem bywa pani częściej, to może trzeba zainwestować w dom w Trójmieście? Powiedziała pani kiedyś, że czuje się tutaj jak w domu.

Bo to prawda! Tu jest zupełnie inny klimat, i dosłownie, i w przenośni. Nie ma zadęcia, atmosfera jest przyjemna, ludzie otwarci.

Skąd ta "słabość" do Trójmiasta?

Ze wspomnień. Przyjeżdżałam tu na pierwsze wolne wakacje bez rodziców. Poszaleć. Potem, jako wokalistka na festiwal piosenki w Sopocie.

Jakie skojarzenia budzą Gdańsk, Sopot i Gdynia?

Gdynia, w której zagramy z Transoriental Orchestra 12 października, jest dla mnie rodzinna. Znam ją najmniej, ale stale była obecna w moim życiu. Tu mam rodzinę. Rodzony brat mojego ojca osiedlił się tutaj. Był kapitanem żeglugi i profesorem w Akademii Marynarki Wojennej. Jego syn też był kapitanem statku. Sopot jest rozrywkowy. Kojarzy mi się w pierwszej kolejności z muzyką, następnie z dobrą zabawą. To tu jako nastoletnia dziewczyna imprezowałam z muzykującymi przyjaciółmi. Tu się grało, tu się spotykało z chłopakami z Apteki. Potem, jako wokalistka przyjeżdżałam na festiwal. Mam ogromny sentyment do Opery Leśnej. Gdańsk z kolei w moich oczach będzie zawsze elegancką wizytówką północy Polski. Uwielbiam architekturę Starego Miasta.

A ma pani czas ją podziwiać na żywo? Przecież wpada pani do Trójmiasta jak burza. Kiedy w listopadzie przyjechała pani do Filharmonii Bałtyckiej z koncertem Transoriental Orchestra nie udało nam się spotkać nawet na pięć minut...

Bo ja ciągle pędzę, stale jestem w drodze. Po prostu takie mam cygańskie życie. Wszędzie wpadam jak po ogień. Najgorsze jest to, że bywam w tylu miejscach, a jednocześnie nie mogę powiedzieć, że je znam. Liżę cukierek przez papierek, niestety.

A zbiera pani pamiątki z podróży? Może ma pani jakiś wyjątkowy bursztynowy gadżet z daleka?

Mam piękne bursztynowe pióro, ale nie jest to pamiątka z wyprawy po świecie, tylko prezent, moje insygnium władzy (śmiech). Dostałam je na ubiegłorocznej gali. Jestem dumna, że stałam się posiadaczem tak wartościowej rzeczy i dołączyłam do grona zacnych osób, które również je otrzymały.

Ile kontraktów już nim pani podpisała?

Na razie trzymam je w szufladzie i strzegę jak oka w głowie. Zastanawiałam się, czy nie dać go do Kayaxa, ale nie dałam. Przynajmniej mam się czym chwalić gościom w domu. (śmiech) W tej chwili nie podpisuję żadnych kontraktów. Użyję go pewnie pierwszy raz do sfinalizowania umowy na książkę.

Kayah znaczy tyle co kamień?

Na temat mojego pseudonimu artystycznego krąży wiele anegdot. Ale potwierdzam. Kayah to kamień, stąd tytuł płyty, stąd też płyta "Skała". Bursztyn świetnie wpisuje się w moją ideologię.

"Kamień", "Skała" - tytuły albumów mają chyba wiele wspólnego z pani twardym charakterem. Kayah to supermenka?

Nie, absolutnie. Supermenka to był taki produkt uboczny piosenki dedykowanej facetom, którzy nie wiedzą jak postępować z kobietami.

Poznaj opinię Kayah o tegorocznych kolekcjach prezentowanych podczas gali Amber Look 2014




Kobieca Garda to cykl spotkań ze znanymi kobietami, przede wszystkim mieszkankami Trójmiasta, ale również jego czasowymi rezydentkami i sympatykami. Ponieważ siła kobiet tkwi raczej w ich mądrości, intuicji i umiejętności bezagresywnego forsowania swojego zdania niż ciele, tytułowa "garda" to właśnie kobiecy, tylko pozornie bierny sposób na męski świat.

Opinie (28) 9 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze artykuły

wydarzenia