wiadomości - Aktualności

stat

Pierwsze pąki w winnicy w Kania Lodge

John Borrell i Anna Rospond Borrell na tarasie z widokiem na Jezioro Białe
John Borrell i Anna Rospond Borrell na tarasie z widokiem na Jezioro Białe fot. Lucyna Pęsik / trojmiasto.pl

W Polsce nie ma tradycji uprawiania winogron, a jednak zdarzają się u nas takie rodzynki - winnice właśnie. Jedną z nich odnaleźć można niedaleko morza, na Kaszubach, w miejscowości oddalonej od gdańskiego lotniska jedynie o 20 km. W minione niedzielne popołudnie świętowano w Kania Lodge pojawienie się pierwszych pąków na krzewach winorośli.



Niewielka winnica w Sytnej Górze pod Kartuzami zasadzona została 8 lat temu na pochyłym zboczu wiodącym ku brzegowi Jeziora Białego. Zajmuje teren nie większy niż pół hektara. Krzewy uprawianej tu winorośli są odporne na niskie temperatury, nawet srogie mrozy sięgające -30 stopni. Lokalne wino to kupaż szczepów hybrydowych, czerwonych (Rondo, Svenson, Leon Millot, Marachel Foch) oraz białych (Aurora i Seyval Blanc). Pierwszych 300 butelek powstało z owoców zebranych dwa lata temu, w 2014 roku.

Właściciel winnicy przyznaje - Kaszuby nie stwarzają najlepszych warunków do uprawy winorośli, głównie ze względu na małą liczbę słonecznych dni. Dlatego nie może polecić swojego wyrobu jako najlepszego na świecie, ale jako najlepsze, prawdziwie kaszubskie - już tak. I to z dumą. Wina to jego pasja, a trudne warunki uprawy nie zniechęcają go w jej rozwijaniu. John Borrell bowiem - bo o nim mowa - zaprawiony jest w boju.

Urodzony w Wielkiej Brytanii, wychowany w Nowej Zelandii, przez 25 lat podróżował po świecie pracując jako korespondent wojenny dla magazynu TIME. Bywał na frontach w Nikaragui, Rwandzie, Angoli, Mozambiku czy Bejrucie, niejednokrotnie spotykał tam Ryszarda Kapuścińskiego. W ramach jednego ze swoich ostatnich zleceń pisał o upadku komunizmu w Europie Wschodniej. To właśnie Nową Europę - jak opisuje w swojej biograficznej książce "Nad Jeziorem Białym" - a nie wygodny Zachód widział jako miejsce dające szansę na realizację marzeń, takich jak budowa pensjonatu, a w jego ramach winnicy.

Zanim jednak Kania Lodge zaczęła przyjmować gości, John ze swoją żoną Anną Rospond Borrell stoczyli walkę budując ją wbrew wielu administracyjnym i prawnym przeciwnościom. Dziś Sytną Górę odwiedzają politycy, dziennikarze, ministrowie, ambasadorzy. Warszawiacy potrafią tu przylecieć na lunch helikopterem. Do mediów przedostała się już taka oto historia - gdy Johna odwiedziła nowojorska dziennikarka Sylvia Plachy, pensjonat był tak wypełniony gośćmi, że jej syn - aktor Adrien Brody (odtwórca głównej roli w filmie "Pianista") - zmuszony był spać na rozkładanym łóżku.


Nic dziwnego, że to urokliwe miejsce znajduje wiernych fanów. Kania Lodge słynie z wielu znakomitości, np. wyrabianej tu ziemniaczanej wódki. Vestal - destylowany tylko raz dla utrzymania wszystkich smaków i aromatów - ceniony jest głównie za granicą, we Francji i Wielkiej Brytanii. Ceny limitowanych rocznikowych serii trunku sięgają 400 zł.

Wino z Kania Lodge z kolei nie znajduje zewnętrznych nabywców, w ogóle nie opuszcza pensjonatu - tu jest produkowane (fermentowane, klarowane, niekiedy starzone przez rok czasu w beczkach z francuskiego dębu i butelkowane) i tu najchętniej rozlewane do kieliszków. To prawdziwie lokalny i rodzinny wyrób. Nazwę - Big John - nosi po właścicielu, a etykietę zaprojektował jego najmłodszy syn. Wino to pasja Johna. Założył sklep Wine Express, z siedzibą w Gdyni Orłowie, aby dystrybuować w Polsce najlepsze według niego alkohole. Restaurację w Kania Lodge wyposażył w winiarnię z kartą zawierającą ponad 250 pozycji. Dostępne tu trunki pochodzą z kilkunastu krajów, a rocznikowo potrafią sięgać nawet dwóch dekad wstecz. Jeden z najważniejszych magazynów branżowych - miesięcznik Wine Spectator - już pięć razy uhonorował ją wyróżnieniem i opisał jako jedną z najbardziej wyjątkowych restauracyjnych list win na świecie.

W weekend do Kania Lodge przybyli najbliżsi przyjaciele gospodarzy. Smakowano białego i czerwonego wina, z ubiegłorocznych zbiorów. Można nim było symbolicznie podlać krzewy, aby tego lata wydały smaczny owoc. Przepiękna, słoneczna pogoda sprzyjała uczcie. Podano zdrowe dania. Babeczki z uprawianej tu pokrzywy, dużo warzyw: szpinak, cukinię, szparagi, buraki, a do tego lokalne przysmaki: pasty z mięty, konfitury, rozmaite sosy. Ciasto przygotowane zostało na mące z pasikonikami, bo to one są źródłem dobrego, pożywnego białka. Na stole znalazły się także bliny, frittata oraz potrawa z jagnięciny - w Kania Lodge bowiem hodowane jest stado owiec. Uprawia się tu też przyprawy i zioła: ogórecznik, czosnek niedźwiedzi, skorzonerę, szczaw, babkę pierzastą, kocimiętkę, arcydzięgiel. To one czynią lokalną kuchnię wyjątkowo smaczną. Gospodyni oprowadziła nas po ogrodzie.

- Lubimy mieć wszystko nasze, własne. Mamy jabłonie, tam jest na przykład gruszka, szczepiona na wierzbie - daje malutkie owoce, ale smaczne i aromatyczne, robimy z nich syropy. Mamy też drzewo pigwowe - pigwy gotujemy na masę i podlewamy calvadosem, czyli jabłkową wódką. Wychodzi z tego świetny sos do kaczki - mówi Anna Rospond Borrell.
Kania Lodge swoją nazwę zawdzięcza kani rdzawej - chronionemu, rzadko w Polsce widzianemu ptakowi z rodziny jastrzębiowatych. To on pojawił się na niebie w momencie, kiedy małżeństwo Borrellów decydowało o kupnie ziemi kaszubskiej. To był dobry omen. Kania Lodge i tutejsza winnica są jak ten ptak - lokalne, a w swej lokalności rzadko spotykane.

Opinie (48) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze artykuły