wiadomości - Aktualności

stat

Honor, dyscyplina, tradycja. Życie w korporacji akademickiej

Korporanci uczą się nie tylko historii, tradycji i braterstwa, ale również savoir-vivre'u, szermierki i tańca.
Korporanci uczą się nie tylko historii, tradycji i braterstwa, ale również savoir-vivre'u, szermierki i tańca. fot. Agnieszka Potocka/Trojmiasto.pl

Konwent Polonia to najstarsza polska korporacja akademicka, której aktualna siedziba znajduje się w Trójmieście. Przez ponad 180 lat działalności jej szeregi zasiliło wielu wybitnych przedstawicieli różnych profesji - lekarzy, prawników, przyrodników, teologów i naukowców. O potrzebie i sensie przynależności, formacjach żeńskich, podtrzymywaniu tradycji, etykiecie oraz fundamentalnych wartościach, przekazywanych z pokolenia na pokolenie, z korporantami rozmawiałam podczas sobotniego balu Czarna Kawa.


Tradycyjny bal K! Polonia odbywa się raz w roku, a jego uczestnikami są - poza członkami konwentu - osoby towarzyszące oraz zaproszeni goście, z kraju i z zagranicy m.in. ze Szwajcarii, Szwecji, Anglii. 22 lutego 2014 r. trzecie piętro gmachu głównego Politechniki Gdańskiej zapełniło się dostojnie ubranymi uczestnikami zabawy, utrzymanej w tradycyjnej, przedwojennej konwencji. Patronat honorowy nad wydarzeniem objął Rektor Politechniki Gdańskiej, prof. dr hab. inż. Henryk Krawczyk.

- Stali bywalcy balu czekają na niego cały rok i nierzadko na jego rzecz rezygnują z innych zabaw karnawałowych. Formuła balu korporanckiego nawiązuje do przedwojennego scenariusza. Dziś bawimy się w gronie około 130 osób - powiedział Marcin M. Wiszowaty, członek K! Polonia, filister, wykładowca akademicki i komisarz balu.

Zabawę rozpoczął polonez, w późniejszym czasie goście uczyli się skocznych kroków mazura, po północy zaś oddali się tańcom belgijskim i irlandzkim. Zgodnie z balową tradycją, odtańczono również walc kotylionowy, w którym uczestnicy dobierali się w pary zgodnie z kotylionami, jakie wylosowali. Nocą odbyła się aukcja dzieł sztuki i loteria na fundusz stypendialny korporacji, występ zespołu Pieśni i Tańca "Jantar" oraz koncert kwartetu smyczkowego.

Bal to jedna z niewielu okazji na zabawę w towarzystwie korporantów, którzy zwykli spotykać się w zamkniętym gronie. K! Polonia, który powstał w 1828 r. na Uniwersytecie w Dorpacie (dziś Tartu w Estonii), owiany jest wieloma tajemnicami, wokół których od lat powstają przeróżne mity.

Aby zostać korporantem, należy spełnić podstawowy warunek, mianowicie - być studentem jednej z trójmiejskich uczelni. Korporacje z zasady działają w jednym mieście, w którym znajdują się szkoły wyższe, Trójmiasto jest pod tym względem wyjątkowe, bo zrzesza studentów aż z trzech miast. Nie składa się tu żadnych wniosków ani podań - do K! Polonia musimy zostać zaproszeni przez jednego z jego aktywnych członków.

- Zostałem zaproszony przez kolegę z szermierki, Tomka Kucharskiego. Uczyliśmy się u Tadeusza Pagińskiego z AWF-u, który trenował niegdyś Sylwię Gruchałę. Byłem wówczas na drugim roku studiów, był rok 2007. Przybyłem na pierwsze spotkanie jako gość - wówczas obie strony decydują, czy są zainteresowane dalszymi spotkaniami. Po kilku spotkaniach olderman zwraca się do kandydata z informacją, że może on złożyć stosowne podanie o dołączenie do konwentu. To podanie jest zawieszane na czarnej tablicy w naszej kwaterze w Sopocie. Przed zebraniem walnym członków, zbierane są podpisy aprobujące kandydaturę - należy zebrać minimum pięć głosów, aby zostać fuksem - opowiedział Piotr Pacynko, filister, członek K! Polonia.

Panowie, którym uda się dostać do K! Polonia, zostają korporantami nie tylko na czas studiów, ale na całe życie. Ta przynależność zobowiązuje m.in. do wspierania młodszych członków przez filistrów, służenia radą i wsparciem. Filister to ostatni etap w hierarchii - poprzedzają go fuksi i barwiarze.

Jak wygląda życie w korporacji? W czynnej korporacji odbywają się regularne, obowiązkowe spotkania, podczas których fuksi poznają dyscyplinę, lojalność, posłuch, gotowość do ofiary dla korporacji i daniny własnego czasu. Członkowie uczą się historii, tradycji, etykiety, savoir - vivre, tańca, obycia i szermierki, którą ćwiczą w tradycyjnych strojach. Mitem jest, jakoby fuksi "pastowali buty" barwiarzom, takie praktyki odbywały się niegdyś (w XVIII w.) w niemieckich korporacjach, ale nigdy w polskich.

Aby awansować na barwiarza, należy posiąść arkany tych umiejętności, które - zgodnie z założeniami K! Polonia - w życiu mężczyzny, gentlemana, są niezwykle przydatne. Po ukończeniu studiów, korporant zostaje filistrem i jego zakres obowiązków związanych z przynależnością do K! Polonia nieco się zmniejsza.

Dojście do filisteriatu wcale nie jest takie oczywiste, bowiem po drodze ma miejsce mnóstwo sytuacji, podczas których korporant niekoniecznie musi sobie poradzić. Jeśli jednak tak się stanie, wiadomo, że filister to osoba godna zaufania i naśladowania.

- W korporacji jesteśmy przyjaciółmi, wspieramy się w wielu sytuacjach. Gdyby nie nasze zżycie, nie byłoby tego balu - zdradza Marcin M. Wiszowaty. - We współczesnym świecie nadużywa się słowa "przyjaciel". Nie jest nim każdy znajomy z Facebooka. Korporanci to niezawodni przyjaciele na całe życie - dodaje.

Zastanowił mnie fakt, czemu damskie formacje nie przetrwały próby czasu i w Polsce nie istnieją (działają za to dość prężnie w Estonii i na Łotwie). Czyżby Polki nie odczuwały potrzeby przynależności do korporacji, która naucza poczucia jedności, historii i etykiety?

- Możliwe. Odpowiem anegdotą. Kiedyś, jako olderman, czyli osoba, która ma w konwencie dość dużo do powiedzenia, próbowałem zażegnać spór kompetencyjny między prezydium, prezesem a oldermanem, czyli mną. Zapytałem 90-letniego wówczas filistra o to, kto tak naprawdę decyduje, kto rządzi w konwencie. Odpowiedział, abym skupił się, a odpowiedź zapisał sobie na kartce i zapamiętał na całe życie. Powiedział: filistrowe. Zapisałem i po chwili zrozumiałem, co miał na myśli. Chodziło o żony filistrów. Kobiety w Polsce zawsze były ważne, wiele od nich zależało i być może dlatego nie musiały zakładać swoich korporacji - odpowiedział Marcin M. Wiszowaty.

Mężczyźni, którzy należą do korporacji, poświęcają jej wiele czasu i zaangażowania. Jak wygląda życie u boku korporanta?

- Konwent faktycznie wymaga poświęcenia sporej ilości czasu i tak naprawdę nie do końca wiem, co się na tych spotkaniach dzieje - opowiada Marta Grabicka, narzeczona Piotra Pacynko. - Piotr zmienił się pod wpływem konwentu - oczywiście na lepsze, zaczął przywiązywać większą wagę do podtrzymywania tradycji i ma wyższą samodyscyplinę. Aczkolwiek zmiana ta nie dotyczy kwestii dobrych manier, bo takowe zawsze posiadał - dodaje z uśmiechem pani Marta.

Korporanci często podkreślają, że dzięki przynależności do K! Polonia, zdobyli multum praktycznych i ponadczasowych umiejętności, których nie nauczyliby się nigdzie indziej.
Dzięki temu, że korporacja zrzesza członków w bardzo różnym wieku, młode pokolenie może czerpać wzorce i wiedzę od osób starszych i doskonale przygotować się do stawienia czoła różnym sytuacjom życiowym.

Dewizy K! Polonia to: Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego oraz Jedność większa od dwóch (1>2).

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (52)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze artykuły

wydarzenia