Edyta Herbuś: Chcę poruszać serca

Edyta Herbuś na Festiwalu Zatoka Kobiet (2016)
Edyta Herbuś na Festiwalu Zatoka Kobiet (2016) fot. Lucyna Pęsik / trojmiasto.pl

Edyta Herbuś była gościem organizowanego w trójmieście Festiwalu Zatoka Kobiet. Do Trójmiasta przyjechała ze swoim najnowszym spektaklem, wzięła także udział w debacie na temat relacji damsko-męskich. W rozmowie z aktorką zapytaliśmy ją o aspiracje zawodowe oraz związek z partnerem życiowym - reżyserem operowym, Mariuszem Trelińskim.



Edyta Herbuś wystąpiła w duodramie pt. "Diwa" u boku Małgorzaty Bogdańskiej. 40-minutowy spektakl to de facto rozmowa między córką a matką - gwiazdą, która powoli kończy karierę teatralną oraz młodą aktorką, skoncentrowaną raczej na produkcjach serialowych. Dla Edyty Herbuś to przełomowy projekt - symboliczne oderwanie od wizerunku celebrytki, pierwsza dramatyczna rola, których ma nadzieje grać coraz więcej. Przed prezentacją spektaklu wzięła także udział w debacie - m.in. z Lidią Popiel, Andrzejem Saramonowiczem i Małgorzatą Marczewską zastanawiała się nad istotą relacji miedzy kobietą a mężczyzną. Pytania, jakie zadaliśmy Edycie Herbuś, nawiązują bezpośrednio do jej dwóch festiwalowych wystąpień.

Przeczytaj naszą relację z Festiwalu Zatoka Kobiet.

Olga Miłogrodzka: W trakcie debaty na temat relacji damsko-męskich mówiła pani o modelu związku, w którym partnerzy odnajdują wspólne, łączące ich pola. Co to u pani i Mariusza Trelińskiego oznacza? Gdzie odnajdujecie wspólne przestrzenie?

Edyta Herbuś: Budowanie partnerskiego związku wymaga zawsze zaangażowania obojga partnerów. Wspólne pola tworzenia powinny być naturalną potrzebą. Do niektórych można wzajemnie się inspirować. W naszym przypadku te pola obejmują zarówno płaszczyznę zawodową jak i sferę życia prywatnego. To stwarza wiele możliwości do wspólnego tworzenia.

Ciekawa jestem również tych przestrzeni, którymi nie dzieli się pani z partnerem, takich, które należą tylko do Edyty Herbuś.

Każda kobieta ma swoje sekrety, co w oczach mężczyzny czyni ją jeszcze bardziej intrygującą. Dla mnie taką przestrzenią są wyjątkowe więzi z innymi kobietami, wspólnie spędzane chwile medytacji, niezwykłych podróży, wspólnego tańca i rozmów. To czas wspólnego bycia w jedności kobiecej energii.

Od jakiegoś czasu wyznacza pani swojej pracy nowe tory. Czy określenie tej zmiany jako zarzucenie projektów komercyjnych na rzecz teatralnych, ambitniejszych nie jest uproszczeniem? Proszę nam dokładnie powiedzieć - co jest kwintesencją przełomu, jakiego pani teraz doświadcza?

Kwintesencją wszelkich zmian, które następują w moim życiu jest wielopłaszczyznowy rozwój. Transformacja pewnych poglądów, zmiany, które zachodzą na skutek doświadczeń sprawiają, że zmieniam się ja, moja perspektywa i zmieniają się moje potrzeby. Myślę, że to kwestia samoświadomości, ale też lepszego zrozumienia mechanizmów funkcjonujących w środowisku, które wybrałam sobie na moją zawodową ścieżkę rozwoju. Scena i aktorstwo pociąga mnie dziś znacznie bardziej, niż popularna rozrywka, co nie znaczy oczywiście, że zupełnie się od niej odcinam. Zdecydowanie wolę jednak dzisiejsze proporcje. Przede wszystkim teatr, film, telewizja, a potem odrobina komercji. Niezmienna pozostała tylko moja ogromna sympatia do publiczności.


Mówiła pani kilkukrotnie, że przełomowym był dla niej udział w spektaklu tanecznym "Barocco" - wymagał pracy z podświadomością, ukrytymi treściami, archetypami. Może nam pani powiedzieć, co takiego odkryła w sobie, co pomogło jej podjąć nowe wyzwania? Z jakimi lękami musiała się wówczas zmierzyć Edyta Herbuś?


Wie pani, ja zaczęłam tańczyć jako dziewięcioletnia dziewczynka, ciężką pracą zdobyłam międzynarodową "S" klasę i wiele znaczących tytułów. Zdobywałam doświadczenie artystycznego wyrazu przed publicznością na wielu parkietach w Polsce i za granicą. Występowałam solo, w duecie, w formacjach tanecznych, potem w programach telewizyjnych i w tanecznej Eurowizji, gdzie publiczność z całej Europy zdecydowała o moim zwycięstwie u boku Marcina Mroczka. Mam wiele powodów do zadowolenia z efektów swojej pracy i scenicznych doświadczeń. Jednak nigdy nie pomyślałam, że to już koniec mojej drogi. Mój apetyt rósł wprost proporcjonalnie do kolejnych wyzwań. W naturalnej konsekwencji przyszła fascynacja aktorstwem i teatrem. Pierwsze projekty były spektaklami tanecznymi. Potem pojawiły się propozycje kolejnych ról.

Cieszą mnie i akceptuję wszystkie etapy mojego artystycznego rozwoju. Czas intensywnej pracy nad spektaklem "Barocco" w reż. Anny Godowskiej, był niezwykłą podróżą wgłąb siebie, ale na świadome zbudowanie takiej roli trzeba pewnej wewnętrznej gotowości. Myślę, że to wyzwanie pojawiło się we właściwym momencie. Tak, jak propozycja roli w spektaklu "Diwa" w reż. Grzegorza Kempińskyego.

Dobrze, powróćmy jednak do mojego pytania. W jaki sposób "Barocco" panią zmieniło? Kiedyś opowiadając o tym spektaklu zacytowała pani Dalajlamę - podkreślał on, że należy się starać być lepszym nie od innych, ale każdego dnia lepszym od siebie samego. Jak zmieniła się Pani w trakcie spektaklu?

Słowa Dalajlamy bardzo trafnie definiują moją wizję właściwego rozwoju. Od dziecka uczy się nas rywalizacji, przyzwyczajamy się do ciągłego porównywania i sami porównujemy się z innymi. To ciągłe zadawanie sobie pytania, czy jestem wystarczająco dobra, podkopuje nasze poczucie wartości, przeszkadza czerpać zadowolenie z tego, co już osiągnęliśmy, bo ciągle myślimy o tym, co zrobić, żeby być jeszcze lepszym. Zapomnimy jak wielką wartość mają cechy, które wyróżniają nas spośród innych osób. Indywidualność to duża siła, a dążenie do współdziałania z innymi, w miejsce ciągłej rywalizacji może dawać ogromną radość. Spektakl "Barocco" był dla mnie symbolem takiego przewartościowania. Zamieniłam wtedy turnieje taneczne na wspólne tworzenie spektakli. Odnalazłam jeszcze większą przyjemność w mojej pasji i nową jakość relacji na polu artystycznym. Czego się nauczyłam? Zaufania do siebie i własnego tempa rozwoju oraz wspólnego działania z innymi kobietami o silnej osobowości, bez kompleksów i rywalizacji, w atmosferze wzajemnego wsparcia i inspiracji. Taki stan rzeczy zdecydowanie bardziej mi dziś odpowiada.

W ostatniej scenie "Diwy" wypowiada pani takie oto słowa: "Jestem niezmiernie szczęśliwa i dumna, że mogę stać na deskach sceny, która mam nadzieję, będzie moim domem". Płakała pani i mam wrażenie nie były to łzy wyreżyserowane. To musiała być wzruszająca kwestia. Jakie nadzieje i pragnienia wiąże pani ze sceną teatru dramatycznego? Co w niej takiego, co sprawia, że chce pani na niej stawać?

W spektaklu "Diwa" jest wiele emocjonalnych momentów, ma pani racje, że pojawiające się łzy nie są wyreżyserowane, ale są w wyniku stanu, w jaki wchodzi moja bohaterka wypowiadając na przykład gorzkie słowa prawdy do własnej matki. Ostatni monolog jest symbolem uwolnienia się z silnych ograniczeń i pewnego rodzaju odrodzenia. To dla mnie bardzo wzruszający moment. A spektakl przy jego minimalistycznej formie w konstrukcji (tylko dwie aktorki i dwa krzesła na scenie) musi być zagrany uczciwie. Tekst Mariany Nola daje takie możliwości, a ja pracuję według zasady: tylko jeśli otworzysz własne serce, będzie ci dane poruszyć serca innych. A ja chcę je poruszać. Niezwykłym doświadczeniem jest możliwość opowiadania tak szczerych historii innym ludziom. Możliwość dzielenia się, inspirowania, zachęcania publiczności do ich własnej transformacji. Scena jest dla mnie magicznym miejscem, pewnym przywilejem, który dany jest w nagrodę za autentyczność.

Co dokładnie łączy panią z bohaterką, jaką gra w spektaklu "Diwa"?

Najbliższa jest mi chyba determinacja z jaką Lana dąży do spełnienia marzeń i niewycofywanie się z nich w wyniku ograniczeń. "Diwa" opowiada o bardzo trudnej relacji, kiedy matka, której miłość powinna gruntować w dziecku poczucie wartości i bezpieczeństwa, nie tylko ciągle z nim rywalizuje, ale wręcz umyślnie ogranicza mu dostęp do tego, czego pragnie najbardziej. Powoduje to w mojej bohaterce szereg psychicznych okaleczeń. Dziewczyna przez długi czas próbuje sobie sama z nimi radzić, ale przychodzi moment, kiedy ją to przerasta i rykoszetem ta energia uderza w matkę. Wypływa wtedy z Lany rodzaj okrucieństwa, który jest mi obcy. Ten aspekt mojej roli wymagał świadomego wykreowania. Ale w przypadku walki z licznymi ograniczeniami miałam wiele możliwości posiłkowania się własnymi doświadczeniami.

O jakich ograniczeniach pani mówi?

Kiedy mamy odwagę realizować marzenia, bez względu na to, jak bardzo abstrakcyjne mogą się one wydawać innym ludziom, może się okazać, że będzie to wzbudzać ich niezadowolenie. Ja doświadczyłam wielu, mniej lub bardziej subtelnie okazywanych aktów sprzeciwu. Niektórym wydawało się, że wiedzą lepiej ode mnie, gdzie jest moje miejsce, innym, ze przecież jestem "tylko tancerką", cokolwiek znaczy słowo "tylko" w kontekście ponad dwudziestoletniej pracy nad doskonaleniem tanecznych umiejętności. Dla mnie najważniejszy jest rozwój, a przecież polega on na wychodzeniu z własnej strefy komfortu i sprawdzaniu siebie w nowych okolicznościach. I właśnie chęć uwolnienia się od ograniczeń sprawiła, że znalazłam siłę na uznanie swoich prawdziwych potrzeb. Chcę działać w swoim tempie, wyrażać się szczerze, odważnie podążać za marzeniami. Kibicuję też innym kobietom w realizowaniu pasji. Staram się je wspierać, bo sama przekonałam się jak wiele niespodzianek czeka na nas kiedy odważamy się sięgać po to, czego głęboko pragniemy. Tak jak moja Lana w "Diwie", słuchając głosu serca, nie bała się sprzeciwić nawet własnej matce, wielkiej teatralnej diwie, która od dziecka była dla niej największym autorytetem. Spektakl zebrał świetne recenzje, sztuka mocno porusza publiczność, otwiera serca. A ja dostaje dziś więcej wyrazów sympatii i wsparcia, niż kiedykolwiek wcześniej. Kobiety często piszą o tym, że moje życie jest dla nich inspiracją. Cieszy mnie to i wzrusza tak samo mocno za każdym razem.

A jaki pomysł znalazła pani na rolę Poli Negri w serialu "Bodo"? To ciekawe, że ostatnimi czasy gra pani aktorki. Co łączy Edytę Herbuś z Polą Negri?

W serialu "Bodo" nie ma obszernego wątku z udziałem Poli Negri, zależało mi wiec, aby w tych kilku scenach można było poczuć jej niezwykły blask, siłę osobowości i to tajemnicze, melancholijne spojrzenie. Co mnie łączy z tą niezwykła kobietą, ikoną kina? Na razie wspólne pasje, czyli taniec i aktorstwo, a w przyszłości? Kto to wie...

Na koniec proszę zatem powiedzieć, jakie słowa skierowałaby pani do kobiet, które potrzebują i chcą zmiany, ale z jakiś względów nie umieją jej wprowadzić w życie?

Życzę Wam drogie kobietki, abyście odważyły się zadbać o siebie i swoje potrzeby z taką pasją i miłością, z jaką potraficie dbać o swoich najbliższych.

Opinie (33) 5 zablokowanych

  • (2)

    I znowu lokowanie produktu "zatoka ś..."

    • 47 7

    • brawo wy (1)

      I znowu komentowanie przez podnajętych trolli, widac po nienaturalnej ilości łapek w górę tutaj i nienaturalnie dużej łapek w dół przy zwyczajnych komentarzach osób szanujących bardziej lub mniej Edytę Herbuś. To ciepła i uprzejma osoba, bez sztucznego zachowywania się, otwarta wobec każdego. Stuknijcie się w głowę z atakowaniem Zatoki Sztuki, przynajmniej tutaj :)

      • 1 2

      • i trolle jeszcze wszystko piszą z tego samego ip ;) hehe!
        Mogliby się przejść do Zatoki to zobaczyliby co tak naprawdę oczerniają

        • 1 2

  • Fajna babka, mówi ciekawie :) (4)

    Przeszła zaskakującą metamorfozę, nie sądziłam, że tak się rozwinie

    • 16 54

    • No tak... z pierwotniaka stała się amebą, ambitnie (1)

      • 23 3

      • A ty kiedy wejdziesz na poziom pantofelka?

        • 6 13

    • No...
      Za rok pewnie Oscar.

      • 13 2

    • gada jak by kluche miała w gebie....i ta krótka szyja.....

      • 10 4

  • Wpaniala aktorka, zacna , utalentowana !

    tylko ze nie mam telwizora wiec nie wiem kim ona jest ale jak wszyscy pisza ze jest wspaniala to zapewne jest. Widze ja pierwszy raz w zyciu (

    • 26 32

  • znowu lasujecie kobiety

    Podziel się opinią... A na calym swiecie to wlasnie mezczyzna jest wazniejszy od kobiety, istoty z gruntu ulomnej. Pozniej az przykro patrzec jak baba robi z facetem co chce.

    Owszem jest koncepcja zachodu aby ludzi psuc i zepsuc na wszstkie mozliwe sposoby, lacznie z tym aby kobieta miala duzo lub wiekszosc do powiedzenia i sprowadzala mezczyzne na manowce jak biblijna Ewa, czego konsekwencja jest grzech pierworodny i wszyskie za tym idace plagi oraz nieszczescia.
    Pozyjecie , zobaczycie.

    Baron Xavery Janicki, pisarz, wizjoner, eseista

    • 31 15

  • życzę tej pani pomyślności w ścieżce rozwoju,

    jednakże trochę kłóci mi się jej wizerunek z tego artykułu,
    z jej wizerunkiem w reklamie nowego programu niskich lotów lip sync battle

    • 24 3

  • Piękna, utalentowana (2)

    kobieta. Dużo osiągnęła w życiu i myślę że jeszcze więcej osiągnie.

    • 8 26

    • to znaczy co osiągneła ? (1)

      • 8 3

      • Nie wiem

        • 4 1

  • gosc

    Ale fajna babka:) oby jak najwiecej takich! Pozdrawiam i życzę spełnienia wszystkich marzeń. Kobieta ma siłę i jest piękna. Niech nas dalej inspiruje:)

    • 10 15

  • Ja też chce poruszać serca... (2)

    • 11 1

    • pomysł

      to kup se defibrylator

      • 15 0

    • a to o to chodziło w tym tytule ?

      • 5 0

  • (2)

    porusza serca i nie tylko ...

    • 18 1

    • Porusza

      Waco

      • 4 1

    • Oooooooj porusza poruszaaaaaa......!

      Tyłem porusza...:)

      • 10 1

  • już nie wiadomo jak ją przedstawiac: tancerka, aktorka, modelka... (2)

    jedno jest pewne, że umie się zakręcić i ustawić

    • 24 2

    • Regułą jest, że samemu się niewiele zdziała, natomiast ZAWSZE jest ten KTOŚ.
      Drug ą regułą jest, że KTOSIE dysponują wielką kasą, do tego WIELKĄ PUBLICZNĄ KASĄ!!!
      Zawsze jak nie wiadomo o co chodzi, to właśnie o kasę i ... seks.
      Prostytucja ma wielorakie znaczenie, to nie tylko sprzedaż ciała ale także intelektu (jeśli się ma), duszy albo wszystkiego razem.

      • 8 1

    • ....

      Rufą do wiatru. He he.

      • 1 1

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Ogłoszenia polecane

Inwestycje Deluxe

Apartamenty willowe Cumowników

Apartamenty willowe Cumowników

Kameralnie

Gdynia Orłowo, ul. Cumowników

128 do 128 m2
Powierzchnia
zakończona
Realizacja
Apartamenty willowe Zacisze

Apartamenty willowe Zacisze

Kameralnie

Sopot Górny Sopot, ul. Zacisze

117 do 117 m2
Powierzchnia
zakończona
Realizacja
Wzgórze Zielenisz

Wzgórze Zielenisz

Hossa

Gdynia Wiczlino, ul. Bernarda Myśliwka

197 do 265 m2
Powierzchnia
planowana
Realizacja