wiadomości - Ludzie

stat

Beata Tyszkiewicz: W życiu ważna jest hierarchia

Beata Tyszkiewicz na tle jednego ze zdjęć swojego autorstwa. 
Wystawa fotografii - na których aktorka uwieczniała dzieciństwo córek - zaprezentowana została w ramach targów Ambermart.
Beata Tyszkiewicz na tle jednego ze zdjęć swojego autorstwa. Wystawa fotografii - na których aktorka uwieczniała dzieciństwo córek - zaprezentowana została w ramach targów Ambermart. fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl

Beata Tyszkiewicz odwiedziła w miniony weekend Trójmiasto. Na targach Ambermart pokazała zdjęcia swojego autorstwa - od ponad pięćdziesięciu lat fotografuje dzieci, głównie własne córki. W chwili obecnej pisze książkę o wychowaniu. Na temat macierzyństwa, kobiecości i dojrzałości mówiła na spotkaniu w ramach Święta ul. Mariackiej. Udzieliła nam krótkiego wywiadu.



Beata Tyszkiewicz na pytania odpowiada anegdotami. Nie jest osobą skromną, ale traktuje siebie z dystansem i potrafi się z siebie śmiać. Tą postawą podbiła serca gdańskiej publiczności. Zapytana przez Alinę Kietrys - prowadzącą spotkanie z aktorką w Gdańsku - o nadane jej tytuły "Cathrine Deneuve Wschodu" i "polskiej Brigitte Bardot", stwierdziła, że nie jest zwolenniczką porównań i dla równowagi patetycznych określeń przywołała napis, który Andrzej Szczepkowski ironicznie zaproponował na jej grób: "Tu leży Tyszkiewicz Becia - belframa tysiąclecia". Uśmiechając się dodała, że ludzie całe życie z niej kpią, a ona na swoją niekorzyść te głupstwa powtarza i przekazuje dalej. Na spotkaniu obaliła mit urodzonej w pałacu wilanowskim arystokratki oraz kobiety łamiącej mężczyznom serca. Przywołała stare zdjęcie, na którym wraz z Krystyną Zachwatowicz, obecną żoną swojego pierwszego męża - Andrzeja Wajdy, głaszczą koty i tak je skomentowała "Dwie kociary, ale - jak się okazało - nie tylko w kotach się obie kochały". W krótkim wywiadzie, jakiego nam udzieliła, wykazała mniej sarkazmu, więcej zadumy.

Matki i teściowe to największa siła w naszym kraju. Gdyby odmówiły pracy, Polska stanęłaby.
Olga Miłogrodzka: Pierwsze pytanie miało dotyczyć pani arystokratycznych korzeni, ale zmieniam plany. Nasze spotkanie rozpoczęła pani od poinstruowania mnie w kwestii właściwego trzymania długopisu w ręce. Dlaczego to istotne?

Beata Tyszkiewicz: Powiedzmy, że zaobserwuję u kogoś niewłaściwy sposób jedzenia. Widząc dorosłą osobę zachowującą się jak dziecko, zastanawiam się - co się w jej życiu wydarzyło, że do tej pory jest dzidzią? To nienormalne, prawda? Jedzenie ciasta w taki sposób, że oblizuje się łyżeczkę trzymaną pionowo jest fantastyczne w wieku trzech lat, ale w wieku dwudziestu już nie. To znaczy, że tego kogoś ominął w życiu szereg istotnych rzeczy, a łyżeczka jest jedynie tego symbolem.


Jest takie przysłowie "Czego się Jaś nie nauczy, Jan nie będzie umiał". Ostatnio stworzyłam nową jego wersję "Czego Jan nie umie, tego i Jaś nie będzie umiał".
Pani mówi o etykiecie?

Nie. O etykiecie można sobie kupić książkę i się jej nauczyć, ja mówię o wychowaniu, o tym wszystkim na co zwraca się uwagę małym dzieciom. Moja córka na przykład, gdy jej syn, czyli mój wnuk, chodził do przedszkola, zdecydowała, aby na obiady przywozić go od domu. Miał 4,5 roku, a ona chciała czuwać nad tym, jak je i jak się zachowuje przy stole - łamała sobie tym obowiązkiem dzień. Musimy zwracać uwagę na rzeczy, które w przyszłości mogą stawiać nasze dzieci w niekomfortowych sytuacjach. Może nie będą to zachowania świadczące o istocie ich człowieczeństwa, ale mimo wszystko - nikt na nie spod oka nie powinien patrzeć. Jest takie przysłowie "Czego się Jaś nie nauczy, Jan nie będzie umiał". Ostatnio stworzyłam nową jego wersję "Czego Jan nie umie, tego i Jaś nie będzie umiał". Piszę teraz książkę o wychowaniu dzieci, ale tak naprawdę jest ona jedynie pretekstem do tego, aby troszkę wychować dorosłych.

To jakie błędy według pani najczęściej popełniają dorosłe matki?

Oj nie, matki są przede wszystkim dzielne i świetnie sobie radzą. Podziwiam dziewczyny, które rezygnują ze studiów, gdy rodzi się dziecko i pozwalają mężowi rozwijać się w pracy. One często też pracują, ale to, co robią w ogóle się nie liczy. Widzę te kobiety zmęczone, z siatami, gotujące, pędzące do przedszkola, z przedszkola, na angielski - podziwiam je. Uważam, że pokolenie matek i teściowych jest wspaniałe i mocne. Gdybym miała 30 lat mniej, założyłabym Stowarzyszenie Matek i Teściowych. Jestem przekonana, że to największa siła w naszym kraju. Gdyby odmówiła pracy, Polska stanęłaby.


Pani zdaniem matki nie są w Polsce doceniane?

Oczywiście, że nie. Powinny dostawać od państwa normalną pensję - 2,5 tys złotych. One i tak zainwestowałyby to w dzieci. Te kobiety zasługują na wyróżnienie, w przeciwieństwie do tych, które jeżdżą po świecie, mają kwiat w kapeluszu, a dzieci widzą dwa razy do roku - na Dzień Dziękczynienia i przy jakieś innej jeszcze okazji.

W życiu ważne jest ustawienie hierarchii, tego co jest ważne i mniej ważne - nie wszystko ma to samo znaczenie.
Na otwarciu wystawy drwiła pani z liczby nagród, które w życiu niezasłużenie otrzymała. Czy nagroda dla pani, jako matki, za wychowanie dzieci, byłaby uzasadniona?

Nie, absolutnie nie. Wychowywanie dzieci jest dla kobiety naturalne. Poza tym wychowywałam dziewczynki, a to było cudne. Nigdy w życiu nie podniosłam na nie głosu, nigdy nie powiedziałam "a nie miałam racji?". Pamiętam, że kiedyś poprosiłam Wiktorię, gdy miała 13 lat, aby wyrzuciła śmieci. Odpowiedziała, jak zwykle "zaraz, mamo", więc sprawnie zrobiłam to za nią. Po chwili tłumaczy się "mamo, przecież ja bym to zrobiła", a jej "kotku, to nie ma przecież żadnego znaczenia, kto wyrzuca w domu śmieci". Bo ważne jest, aby ona sama poczuła się w obowiązku to zrobić i abym ja nie musiała jej nakazywać. To naprawdę nie jest ważne kto wyniesie śmieci, a w ilu domach jest to przedmiotem rozmowy, dyskusji, awantur, "zrób chociaż to, ile razy ci mówiłam". O czym tu rozmawiać? O czym? O śmieciach? Jeżeli to robimy, to znaczy, że mało w ogóle rozumiemy.

Pani zdjęcia to obraz sielskiego, pięknego dzieciństwa. Skąd potrzeba fotografowanie córek?

Rodzice często swoje tęsknoty realizują w dzieciach, muszę dodać - niekiedy z wielką pasją, ku ich krzywdzie. Ja nie miałam z dzieciństwa żadnych zdjęć i postanowiłam, że moje będą je miały. Gdy urodziła się Karolina, uwieczniłam ją, jak trzyma w piąstce stokrotkę, a ta stokrotka jest większa od tej piąstki, taka malutka była. To było pierwsze zdjęcie, które wykonałam. Potem robiłam je Karolinie, a po 10 latach, gdy urodziła się Wiktoria, także i jej. Fotografowałam też dzieci, z którymi się przyjaźniły, z którymi spędzały dzieciństwo pasąc krowy, gęsi - to był wspaniały okres ich wiejskiego, prawdziwego życia, kiedy jadło się kwaśny agrest, kradło jabłka. Tego nie da się w życiu nadgonić. Jabłka są teraz zbyt tanie, aby je kraść.

Powracając do nagrody, tę właściwą za co by sobie pani przyznała?

Za nic. Nie czuję, abym zasłużyła na jakąkolwiek nagrodę.

Wspomina pani często - na otwarciu wystawy także - że urodziła się w pałacu, pochodzi z zacnego, polskiego rodu i jest arystokratką.

No i co z tego? Nie czuje się nią.

A damą pani jest? Kim jest dziś dama?

Damy z pewnością są pośród nas - dumna, godna, ze znajomością życia. To kryterium w ogóle zabawne jest, prawda? Chyba troszkę trąci myszką.

Być może. W takim razie inaczej - jakie kobiety pani sobie ceni?

Całe życie przyjaźnię się z mężczyznami. Kobiety się gubią. Nawet jak się spotykają i rozmawiają ze sobą, nie słuchają swoich rad. Opowiadają okropne rzeczy o swoim mężu, który zdradza, nie szanuje, a jak wybija właściwa godzina, to lecą, bo muszą dla Miecia obiadek zrobić. No, to po co ta rozmowa? Idź, zrób ten obiadek, myślę sobie. Ostatnio zadzwoniła do mnie córka z Niemiec, rozmawiałyśmy przez Skypa, gdy ona w pewnym momencie urywa rozmowę, bo musi przyrządzić jajka dla Tośki. A przyrządzaj sobie te jaja, myślę. W życiu ważne jest ustawienie hierarchii, tego, co jest ważne i mniej ważne - nie wszystko w życiu ma to samo znaczenie. Ktoś to musi rozumieć.

A pani priorytety jakie są?

Uczciwość i dobroć.

A jak te wartości przekładają się w pani przypadku na relacje z ludźmi?

Nie liczę na odwzajemnienie uczuć. To błędne myślenie. To, że zrobimy coś dla kogoś, nie oznacza, że otrzymamy rekompensatę. Nie. Może otrzymamy w zamian coś zupełnie innego, z innej strony i w ogóle od innej osoby. Nie domagajmy się w miłości wzajemności - jej się nie da wymodlić. Jest takie ładne powiedzenie św. Tereski od Dzieciątka Jezus: "Więcej ludzie łez wypłakali, gdy Pan Bóg wysłuchał ich życzeń niż, jak ich nie wysłuchał". Warto sobie je gdzieś zapisać - to czego chcemy, nie zawsze jest dla nas dobre, tylko my o tym nie wiemy.

Opinie (63) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze artykuły

wydarzenia