wiadomości - Ludzie

stat

Aktorstwo nauczyło mnie odwagi. Rozmowa z Filipem Bobkiem

Ma doskonałe zdolności aktorskie, gotuje, lubi modę i fotografię, do tego jest szczerym i skromnym człowiekiem. Nie ma się co dziwić, ze kobiety go uwielbiają.
Ma doskonałe zdolności aktorskie, gotuje, lubi modę i fotografię, do tego jest szczerym i skromnym człowiekiem. Nie ma się co dziwić, ze kobiety go uwielbiają. fot. Agnieszka Potocka/Trojmiasto.pl

Główna rola w polskiej wersji "Brzyduli" sprawiła, że stał się rozpoznawalny. Obiekt westchnień wielu Polek. Zna się nie tylko na modzie, ale również świetnie gotuje. Absolwent Akademii Teatralnej im. Zelwerowicza w Warszawie, pochodzi z Trójmiasta, do którego w wolnych chwilach wraca z wielkim sentymentem. Z Filipem Bobkiem rozmawiamy o pracy aktora, gotowaniu i... kobietach.



Podobno bardzo wcześnie doszedłeś do wniosku, że chcesz zostać aktorem...

Filip Bobek: To nie tak, bo do końca szkoły podstawowej nie wiedziałem, co chcę robić, ale na pewno wiedziałem, że nie chcę być dentystą, policjantem, czy strażakiem, jak większość dzieci. Poszedłem więc na rok do technikum, żeby zdobyć zawód. W czasie wakacji zostałem w Trójmieście i szukałem sposobu, żeby zabić nudę. Znalazłem w książce telefonicznej informację, że w Pałacu Młodzieży przy ulicy Ogarnej odbywają się zajęcia teatralne. W ten sposób trafiłem do zespołu teatralnego Marii Mielnikow i po pierwszych zajęciach wiedziałem już, że to jest to.

Jak to jest osiągnąć coś, o czym się marzy?

To jest zupełne normalne uczucie (śmiech). Gdybyś zapytała mnie jakieś pięć lat temu, moja odpowiedź byłaby zapewne inna. Teraz, gdy jestem już po trzydziestce, mam wrażenie, że trochę się uspokoiłem. Ale mam też takie odczucie, że aktorstwo, to nie jedyna rzecz, którą chciałbym w życiu robić.

Uczęszczałeś do grupy Marii Mielnikow, a następnie do Wybrzeżaka - młodego teatru, który działa przy Teatrze Wybrzeże. Czego się tam nauczyłeś?

Na pewno nauczyłem się odwagi, bo zawsze byłem nieśmiałym człowiekiem. Teraz ta nieśmiałość zmniejszyła się co najmniej o połowę, jak nie o 90 proc. Takie doświadczenie uczy cię też pokory i pracy w zespole. No i dowiadujesz się, że praca aktora, to nie jest coś, co przynosi ci od samego początku korzyści. Musisz pracować wiele lat nad sobą i swoim warsztatem, żeby cokolwiek osiągnąć. Dużym doświadczeniem w tym okresie było dla mnie statystowanie w "Hamlecie" na deskach Teatru Wybrzeże. Nie miałem co prawda żadnej kwestii, stałem pod ścianą i podawałem miecze w scenie finałowej. To było dla mnie fascynujące doświadczenie i przypuszczam, że byłem za każdym razem stremowany bardziej, niż cała grupa aktorów, którzy wykonywali przecież większą pracę.

Główna rola w "Brzyduli" była przełomowym momentem w twojej karierze. Jak wspominasz pracę na planie i pierwsze doświadczenia z małym ekranem?

Na początku było to fantastyczne uczucie, bo nikt się nie spodziewał, jaki sukces odniesie "Brzydula". Ale też był to najintensywniejszy okres w moim życiu, bo praca na planie zajmowała 12, a nawet 14 godzin. Z doby zostawało niewiele, a w tym pozostałym czasie trzeba było się jeszcze nauczyć tekstu na następny dzień. Wracałem do domu, brałem szybki prysznic, kolacja, nauka tekstu, a o 4 rano trzeba było już wstawać do pracy. To trwało przez 1,5 roku. Ale było warto. Co ciekawe, o sukcesie "Brzyduli" dowiedzieliśmy się znacznie później, niż on się zaczął, bo byliśmy zajęci pracą na planie. Więc kiedy nagle wychodzi się z domu i okazuje się, że rozpoznaje cię co druga osoba, świadczy to o tym, że serial jest popularny, co można uważać za sukces. Z tego co słyszałem, "Brzydula" była powtarzana wielokrotnie i do tej pory w telewizji zdarzają się powtórki.

Jak się czułeś, kiedy stałeś się nagle rozpoznawalny?

To było śmieszne uczucie. Na początku nie wiesz, jak masz się zachować, bo idziesz ulicą i czujesz, że wszyscy się za tobą oglądają. Masz wrażenie, że coś przykleiło ci się do twarzy, albo ptak narobił ci na kołnierz. To było trochę zabawne, ale z czasem stało się niewygodne, bo każdy patrzy ci na ręce. Oczywiście ta rozpoznawalność jest związana z czasem emisji serialu - jeśli w danym miesiącu leci z tobą serial w telewizji, wtedy jesteś rozpoznawalny, ale kiedy nie leci, masz chwilę spokoju i spokojnie możesz iść po zakupy (śmiech). Oczywiście jest to kwestia podejścia, którego musiałem się nauczyć, bo na początku mnie to krępowało, że nie mogę swobodnie iść do kawiarni i napić się kawy, bo ktoś patrzy, co jem, inny, co piję, a jeszcze inny robi zdjęcie z ukrycia. Ale potem pomyślałem, że gdybym ja spotkał na ulicy swojego ulubionego aktora, prawdopodobnie też chciałbym mu zrobić zdjęcie czy nie mógłbym się powstrzymać od spoglądania. Zauważyłem, że im mniej przywiązujesz wagę do tego, że ludzie na ciebie patrzą, tym mniej cię to dotyka. Dziś już w ogóle nie zwracam na to uwagi.

Trudno było podjąć decyzję o przeprowadzce z Trójmiasta do Warszawy?

Nie wyjeżdżałbym z Trójmiasta, gdyby była tutaj szkoła teatralna. Chodzi też o rynek, który w tej branży najlepiej rozwinięty jest w Warszawie. Kiedy zacząłem kręcić "Brzydulę" miałem jeszcze nadzieję, że na przestrzeni najbliższych lat coś się zmieni w Trójmieście. Ale przestałem się łudzić i postanowiłem zostać w Warszawie. Jednak zawsze, kiedy wracam na chwilę do Trójmiasta, czuję się bardzo wzruszony i gdybym mógł, wcale bym stąd nie wyjeżdżał.

A twoje ulubione miejsca w Trójmieście to...?

Na pewno są to moje okolice - Wrzeszcz i Oliwa, w których spędziłem czas mojego dzieciństwa. Jest tam wiele ciekawych zakamarków, o których wiedzą tylko wtajemniczeni, a turyści nie mają o nich zielonego pojęcia. Jedno z moich ulubionych zostało niedawno zburzone, bo powstaje tam teraz kolej metropolitalna. To był duży most w lesie w okolicy dzielnicy Strzyża. W tym lesie są również stare bunkry. Często spacerowałem po tej okolicy. Bardzo lubię Sopot, choć w sezonie, kiedy jest przeludniony, w ogóle tam nie bywam. Lubię starą Oliwę i okolice Dworu Oliwskiego. Od czasu do czasu odkrywam też nowe miejsca, takie jak to. Bardzo się cieszę, gdy pojawiają się na mapie Trójmiasta. Chętnie odwiedzam też Bio Piekarnię we Wrzeszczu, bo mam słabość do dobrych i zdrowych wypieków.

Sam lubisz też gotować. Masz swoje popisowe danie?

Ciągle szukam nowych przepisów. Na pewno robię dobrą pizzę. Przepis znalazłem na moim ulubionym blogu kulinarnym. Ciasto jest cienkie, chrupiące i lekko słodkawe. Lubię też makarony, zwłaszcza razowe i potrawy, w których znajduje się bardzo dużo warzyw. Nie lubię natomiast owoców morza.

Twoim drugim hobby jest fotografia. Masz z nią związane jakieś plany?

Nie. Cały czas jest sposobem na spędzenie wolnego czasu.

Chętnie robisz portrety kobiet. Dlaczego?

Bo są piękne. Są znacznie ciekawsze do fotografowania niż mężczyźni. Na pewno praca z nimi jest wymagająca i bardzo intymna. Nie ma też uniwersalnego przepisu na dobry portret kobiecy, bo z każdą pracuje się inaczej.

Skoro już jesteśmy przy kobietach, masz swój ideał?

Nie mam takiego obrazu, który jest stały. Twoim ideałem może być np. brunetka o dużych oczach, ale któregoś dnia spotkasz kobietę, która jest jej zaprzeczeniem i się w niej zakochasz.

Uroda nie ma znaczenia?

W życiu na pewno pomaga.

Jesteś jednym z lepiej ubranych mężczyzn w show biznesie polskim. Jaki jest twój stosunek do mody?

Kiedyś był żaden, ale ostatnio się zmienił. W show biznesie jest tak, że nawet, kiedy tego nie chcesz, jesteś pod tym kątem oceniany. Ludzie patrzą jakie masz buty, spodnie i czy jedno do drugiego pasuje. Moda jest częścią tak zwanego bywania. Kiedyś miałem całą masę garniturów, których nienawidziłem, ale teraz zmieniłem do nich stosunek, bo są świetnym pomysłem na każde wyjście. Wystarczy wybrać ten doskonale skrojony.

Masz ulubione marki czy projektantów?

Na pewno Mariusz Przybylski, bo jego garnitury są właśnie dobrze skrojone. Lubię też garnitury od Hugo Bossa, bo świetnie dopasowują się do sylwetki.

Nad czym obecnie pracujesz zawodowo?

Od pół roku pracuję w projekcie teatralnym Olafa Lubaszenki "Kochanie na kredyt". Premierę mieliśmy w Londynie. Teraz jeździmy ze spektaklem po całej Polsce i cieszy się on dużą popularnością wśród widzów, więc uważam go za udany. Kręcę też kolejny sezon "Przyjaciółek".

Co byś powiedział osobom, które myślą o karierze aktorskiej?

Niech przemyślą to kilka razy, czy na pewno chcą. Jeśli tak, niech pracują mocno i nie rozmieniają się na drobne. Ważna maksyma w tym zawodzie: umiesz liczyć, licz na siebie.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (50)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze artykuły