wiadomości - Ludzie

stat

Między Nowym Jorkiem a Trójmiastem. Agata Miłosz o pracy makijażystki

"Z wykształcenia jestem politologiem, przez pewien czas uczyłam angielskiego w szkole. Malowałam wszystkich dookoła, aż w końcu zdałam sobie sprawę, że chcę w życiu robić to, co sprawia mi największą przyjemność."
"Z wykształcenia jestem politologiem, przez pewien czas uczyłam angielskiego w szkole. Malowałam wszystkich dookoła, aż w końcu zdałam sobie sprawę, że chcę w życiu robić to, co sprawia mi największą przyjemność." fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

Swoje życie zawodowe dzieli pomiędzy Nowy Jork, Trójmiasto i Warszawę. O tym, jaki makijaż króluje na nowojorskich ulicach i co może zaskoczyć makijażystkę na planie produkcji telewizyjnej, rozmawiamy z Agatą Miłosz.



Monika Sołoduszkiewicz: Mama i babcia dbały o urodę? Podpatrywałaś je jako dziewczynka?

Agata Miłosz: Tak, oczywiście. Moja babcia dużo opowiadała o dbaniu o urodę w czasie wojny. O tym, jak malowała brwi wypaloną zapałką i miała jedną pomadkę. Piękną, krwistoczerwoną. Malowała nią nie tylko usta, ale używała też jako różu i wglądała wspaniale. Moja mama z kolei należy do tych kobiet, które nie wychodzą z domu bez makijażu. Dziś ma 75 lat i wciąż jest wierna tej zasadzie.
Praca przy programach takich jak "The Voice of Poland", "Must Be the Music. Tylko muzyka" czy "Top Model" wiąże się z niesamowitą, pozytywna energią. Asystowałam przy wszystkich sesjach do ostatniej edycji "Top Model" i bardzo dobrze to wspominam.


Jak trafiłaś do szkoły School of Style w Nowym Jorku?

Zajmowałam się w życiu różnymi rzeczami. Z wykształcenia jestem politologiem, przez pewien czas uczyłam angielskiego w szkole. Malowałam wszystkich dookoła, aż w końcu zdałam sobie sprawę, że chcę w życiu robić to, co sprawia mi największą przyjemność. Swoje pierwsze kroki skierowałam wtedy do szkoły wizażu. Na początku chciałam zajmować się stylizacjami, bo makijaż wydawał mi się czymś banalnym, oczywistym. Z czasem zdałam sobie sprawę, że umiejętnie wykonany makijaż to prawdziwa sztuka. W międzyczasie pojechałam do Stanów Zjednoczonych, gdzie ukończyłam szkołę School of Style w Nowym Jorku. Będąc w Ameryce, robiłam też inne kursy u nowojorskich makijażystów, przez jakiś czas pracowałam dla Diora.

Jak wygląda rynek stylistów i makijażystów w Stanach Zjednoczonych?

Praca stylistów w Ameryce wygląda inaczej niż w Polsce. Co tydzień na rynku pojawiają się nowinki, za którymi wszyscy gonią. Moim zdaniem Polki mają styl, potrafią się ubierać. Oczywiście jest to łatwe, kiedy ponadprzeciętnie zarabiasz i masz szafę pełną świetnej jakości rzeczy od znanych projektantów. Kobiety i młode dziewczyny z Polski opanowały sztukę ubierania się ze smakiem, mając do dyspozycji niewielki albo przeciętny budżet i ofertę sieciówek. W Stanach ten biznes działa zupełnie inaczej. Tam praktycznie każda kobieta z klasy średniej zatrudnia stylistów i tzw. personal shopperów, którzy dostarczają do garderoby nowe rzeczy albo towarzyszą w zakupach. U nas to wciąż niewyobrażalne, ta gałąź rynku nie jest jeszcze rozwinięta. Myślę, że to kwestia kilku lat, wszystko idzie w dobrym kierunku.


Panuje tam duża konkurencja?

Przede wszystkim zapotrzebowanie na tego rodzaju usługi jest ogromne. Makijażyści inaczej pracują, bo z powodu dużego rynku nie muszą obawiać się konkurencji. Miejsca wystarczy dla wszystkich. To, co mnie zaskoczyło podczas pracy za granicą, to fakt, że fachowcy chętnie przekazują swoją wiedzę, pomagają innym, dzielą się trikami i warsztatem.

A twoi mentorzy? Od kogo najwięcej się nauczyłaś?

Wiele zawdzięczam DeShawn Hatcher, to jedna z najbardziej znanych makijżystek. Wiem, że współpracuje też z polskim Inglotem. DeShawn maluje gwiazdy do programów telewizyjnych, na potrzeby sesji do magazynów i pracuje przy nowojorskim Tygodniu Mody. Świetna specjalistka i wspaniała, ciepła osoba. W Polsce współpracuję z Kamilą Wiedeńską-Strzelczyk. Jestem w jej zespole i pracujemy przy produkcjach telewizyjnych z czego jestem niesamowicie dumna. Na co dzień pracuję z inspirującymi i doświadczonymi ludźmi, wiele się od nich uczę.

Co cię zaskoczyło podczas pracy na planie produkcji telewizyjnych? Wyobrażam sobie mnóstwo ciekawych wyzwań, ale i ogromny stres.

Praca przy programach takich jak "The Voice of Poland", "Must Be the Music. Tylko muzyka" czy "Top Model" wiąże się z niesamowitą, pozytywna energią. Asystowałam przy wszystkich sesjach do ostatniej edycji "Top Model" i bardzo dobrze to wspominam. Wszędzie, gdzie są młodzi ludzie, jest po prostu dobry klimat. Na planie panowała świetna atmosfera, nawiązały się przyjaźnie.

W programie pracujemy pod presją czasu. Zazwyczaj jest tak, że na planie przez kilka godzin niewiele się dzieje, a później do charakteryzatorni wpada tłum i robi się niezłe zamieszanie. Trzeba wykonywać swoją pracę perfekcyjnie, bo na planie nie ma miejsca na wpadki. Kamera widzi wszystko i jest narzędziem bezlitosnym. Zespół makijażystów ma prawo zatrzymać zdjęcia, jeśli zauważymy, że coś jest nie tak. W charakteryzatorni towarzyszy nam fotograf, więc na bieżąco weryfikujemy efekty naszej pracy.

"Top Model" jest pod tym względem wymagający, bo sesje często odbywają się w plenerze. Żar leje się z nieba, a my staramy się, by makijaż nie spływał razem z nim. Jeżeli okaże się, że prowadzącym lub uczestnikom musimy zrobić charakteryzację, by np. ukryć jakieś mankamenty, to nie jest to problemem. Ja skończyłam kurs charakteryzacji, ale lepiej czuję się w upiększaniu ludzi. Chyba najbardziej cenię sobie jednak pracę z klientką indywidualną. Uwielbiam malować panny młode. Za każdym razem czuję się wyróżniona, że mogę im towarzyszyć w tak ważnym dniu.

Jak się maluje mężczyzn?

(śmiech) Cóż, łatwiej tych, którzy są już z makijażem obyci, czyli prezenterów, prowadzących oraz artystów. Makijaż w telewizji jest koniecznością i wszyscy to rozumieją. Młodzi chłopcy z zespołów mają z tym kłopot, często towarzyszy temu dużo śmiechu. Raperzy wyrażają zgodę na lekki makijaż tylko, gdy występują przed kamerami. W przypadku koncertów zazwyczaj nie jest im potrzebny. Ostatnio chciałam pomalować Korteza przed występem, ale mi uciekł (śmiech).

Staram się namawiać na makijaż panów młodych, aby czuli się komfortowo przy wymuskanej i dopracowanej przyszłej żonie. Makijaż ślubny jest wymagający, bo kobieta musi dobrze wypaść na zdjęciach, ale też nie mieć maski na twarzy, żeby na weselu nie wyglądała na przemalowaną.


Czym różni się makijaż, jaki wykonują Polki od tego, który lubią Amerykanki?

Panuje wyraźny podział pomiędzy Nowym Jorkiem a resztą Ameryki. W zasadzie wszystko zależy od narodowości. Amerykanki nie malują się prawie w ogóle. Z kolei Meksykanki i dziewczyny z Puerto Rico kochają mocne, instagramowe makijaże. Nowojorska szkoła makijażu to zupełnie inna bajka. Tam królują wyrafinowane, ale też delikatne makijaże. Kobiety używają lekkich podkładów, lubią rozświetloną cerę. Kontrolowany połysk jest moim zdaniem bardzo wskazany, bo rozświetlona skóra sprawia, że wyglądamy młodziej. Polki mają tendencję do przesadzania. Zdarza się, że ich makijaże są intensywne i nienaturalne. Warto czasem zrezygnować z mocno kryjących i matujących produktów.

W dobie internetu możemy na bieżąco podpatrywać techniki wykonywania makijażu albo oglądać recenzje kosmetyków. Z twojej perspektywy działalność blogerów i youtuberów przynosi więcej szkody czy pożytku?

Uważam, że trzeba czerpać z tego jak najwięcej. Sama lubię oglądać tutoriale, ale od razu też potrafię zweryfikować czyjeś umiejętności. To jak z nauką języka obcego, im więcej mamy możliwości obejrzenia filmu bez napisów albo okazji do porozmawiania po angielsku, tym więcej się nauczymy. Trzeba ćwiczyć, także sztukę robienia makijażu.

Teraz panuje moda na nazwijmy to "instagramowe" makijaże, czyli dość mocne, z przesadnym konturowaniem, zaznaczaniem brwi i ciemnymi ustami. Niektóre dziewczyny robią sobie krzywdę, ale sądzę, że to po prostu pewien etap szukania własnego stylu. Eksperymentujemy z makijażem, tak samo jak zmieniamy kolor włosów, to po prostu droga, którą musimy przejść, by poczuć się dobrze we własnej skórze.

Na punkcie jakich kosmetyków szaleje teraz świat?

Odkrycie ostatnich miesięcy to kosmetyki brytyjskiej makijażyski Charlotte Tilbury. Podobnie z paletami do makijażu od Hudy Kattan, blogerki i makijażystki prowadzącej Huda Beauty. Wcześniej bardzo popularne były pomadki Kylie Jenner. Oczywiście stoi za tym ogromny marketing, dlatego warto mieć dystans do produktów od blogerek czy celebrytek. Testuję chyba wszystko, co wchodzi na rynek, jestem na bieżąco. Muszę wiedzieć, o czym się pisze i o czym się mówi.

Jakie są twoje plany na najbliższe miesiące?

Czekają mnie dwa wyjazdy do Nowego Jorku. Tam będę współpracować z moją przyjaciółką, stylistką Jenny Haapala, która ubiera gwiazdy, realizuje sesje dla Vogue'a i wielu domów mody. Nie mogę się też doczekać odwiedzin u DeShawn Hatcher, być może tym razem będziemy miały okazję pracować przy nowojorskim tygodniu mody. W najbliższym czasie realizuję też projekt z polskimi raperami, nigdy nie pracowałam w takim środowisku, dlatego jestem ciekawa tego wyzwania.

Sesję zdjęciową wykonano w Quadrille Conference.

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor (opcjonalny):
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 40)

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Najnowsze artykuły